Przejdź do treści

„Wiele osób myśli, że jak nie będą mówić o nieżyjącym dziecku, to rodzicom będzie lżej. To nieprawda. Rodzice chcą, aby mówiono o ich dzieciach” – mówi Agata Kotoska, która straciła dziecko jako nastolatka

Agata Kotoska z mężem. Zdjęcie: archiwum prywatne
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Deser z matcha, czyli wegańska galaretka
Deser z matcha, czyli wegańska galaretka bez grama żelatyny
Pot na czole
Znów oblał cię zimny pot? Cierpisz na nadpotliwość? Sprawdź, co radzą dermatolog oraz specjalista medycyny estetycznej
5 ćwiczeń, które zredukują stres
Stres, praca, napięcie, pośpiech? Znajdź chwilę czasu na ćwiczenia rozluźniające
Krwawię w różnych odcieniach czerwieni. Czy to powinno mnie niepokoić?
para kłótnia
Oto zdania, które skutecznie demotywują. Kiedy padają, z dyskusji robi się klasyczna „pyskusja”

Agata straciła dziecko jako nastolatka. Doświadczyła znieczulicy i niekompetencji lekarzy. Chociaż od tamtej feralnej nocy minęło sporo czasu, to ten nie zabliźnił rany po śmierci dziecka. Pozwolił natomiast przekuć żałobę w działanie. Dzisiaj Agata udziela się na rzecz osieroconych rodziców, jest autorką bloga i profilu Aniołkowa Mama, organizuje spotkania matek po stracie. Kornelia żyje w jej sercu i inicjatywach, które podejmuje. – Udzielam się na wszystkich grupach wsparcia, organizuję spotkania dla rodziców po stracie. Rozmawiam z nimi. 5 lat temu nie pomyślałabym, że będę pomagać obcym dla mnie ludziom. Jestem innym człowiekiem. Dzięki Korneli – mówi.

Monika Słowik: Ile czasu minęło od największej tragedii dla ciebie jako matki, jak do tego doszło?

Agata Kotoska: W wieku 16 lat zaszłam w pierwszą ciążę. Strach był ogromny, bo nie wiedziałam jak bliscy zareagują. Ku mojemu zaskoczeniu wszyscy przyjęli to bardzo dobrze . Dostałam dużo wsparcia i pomocy. Ciążę znosiłam dobrze, do 15. tygodnia zdarzyły mi się tylko typowe dolegliwości jak np. wymioty. Tygodnie szybko mijały, brzuszek pięknie rósł.

W 21 tyg. ciąży dostałam skurczy i odeszły mi wody. Zadzwoniłam na pogotowie. Dyspozytorka z pogotowia nie wierzyła mi, że zaczęłam rodzić, dopytywała czy aby na pewno mam skurcze, czy nie panikuję za wcześnie. Na przyjazd pogotowia czekałam godzinę. Najdłużej trwającą godzinę w moim życiu. Zabrano mnie do szpitala, ale poród zaczął się już w karetce. Lekarz nie okazał mi większego zainteresowania, nie asystował podczas parcia. Moja mama przejęła niejako jego rolę, bo stale sprawdzała postęp porodu i to ona powiedziała mu, że dziecko jest już na świecie.

Zapanowała cisza. Cisza, której nigdy nie zapomnę. Nie usłyszałam płaczu, ani tchnienia mojej córki. Nie było żadnej reakcji, ruchu. Urodziłam martwą dziewczynkę, moją córkę. Lekarz wziął ją w ręce, owinął w białą tkaninę i odwrócił się do mnie plecami. Milczał.

Byłam wyczerpana, próbowałam unieść głowę, by coś zobaczyć, ale ten kazał mi leżeć i uspokoić oddech. Mogłam ją przytulić, wziąć w ramiona zanim się nią zajęli w karetce, ale tego nie zrobiłam. Byłam w takim szoku i rozpaczy, że nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że nie przytuliłam swojej jedynej córeczki.

Co działo się po dojechaniu do szpitala?

Zostałyśmy rozdzielone. Ona owinięta w koc, który był w karetce została zabrana przez neonatologów na ważenie, ja trafiłam na zabieg łyżeczkowania macicy. Nie zobaczyłam jej już tej nocy. Każdy wiedział, że jest martwa, ale nikt tego głośno nie komunikował. Padały porozumiewawcze spojrzenia, krótkie polecenia ,,idziemy ważyć”. Spędziłam noc w sali z kobietami po porodzie. Kiedy inne matki tuliły swoje dzieci, ja leżałam zwinięta w kłębek. Zasłaniałam się kołdrą i poduszką, by nie słyszeć płaczu nowo narodzonych dzieci. Moje nie płakało. Będąc na silnych lekach uspokajających i przeciwbólowych, walcząc ze snem czułam się nieobecna, całkowicie bezwładna. Leżałam i patrzyłam w sufit, a dookoła słychać było na przemian płacz dzieci i jakąś aparaturę, płacz dzieci i rozmowy z korytarza. Tej nocy nie wiedziałam, gdzie jest moje dziecko. Nikt mi nic nie powiedział. Sprawdzano tylko czy śpię, czy nic mnie nie boli.

Korzystałaś z pomocy psychologa?

Nie korzystałam, bo miałam wsparcie w mężu i mamie. Nie miałam takiej potrzeby, by rozmawiać z psychologiem, chciałam sama się z tym zmierzyć, przepracować z bliskimi. Byłam wtedy zbyt młoda, by prosić o specjalistyczną pomoc, a ona nie była też tak mocno oferowana. Poronienie to nie dla wszystkich śmierć dziecka.

Agata Kotoska
Nie chciałam oddać trumny z moją córeczką. Mój mąż z moim tatą musieli mnie trzymać. To pożegnanie rozerwało mi serce, dźwięk piasku spadającego na trumnę był najokrutniejszy.

Co mówią twoje doświadczenia z personelem medycznym? Są przygotowani do umierania dzieci, umieją obchodzić się z matką po stracie?

W szpitalu, w którym byłam, największym wsparciem obdarzyła mnie położna. Nie tylko zaglądała do mnie w nocy, pilnowała czy jem, ale też zapewniała, że mogę o wszystko pytać. Jak przyjechałam do szpitala nie miałam żadnych swoich rzeczy – piżamy, kubka czy sztućców. Ona pomogła to wszystko zorganizować. Tylko ona mnie rozumiała, widziała tą rozpacz, którą inni bagatelizowali, bo to tylko kolejna pacjentka, w dodatku nastolatka.

Lekarze cały czas mówili, że to tylko płód, że to się zdarza i że nie jestem jedyną kobieta, która straciła dziecko. ,,Jesteś młoda będziesz miała jeszcze dzieci”- pocieszali.  Personel nie był przygotowany na pomoc takim rodzicom. Pytanie czy chce pochować dziecko padło też bez większych wyjaśnień.

Wiedziałam, że chcę to zrobić, muszę ją zabrać ze sobą. Gdybym była starsza, to zajęliby się mną lepiej? Nie sądzę. Takie traktowanie pozostawia ślad w psychice dziewczyny, która miała być matką i dopiero co zaczynała cieszyć się swoją kobiecością.

Udało ci się ustalić przyczyny śmierci córki?

Przyczyną poronienia, jak nam w szpitalu powiedziano, był konflikt serologiczny. Mój lekarz prowadzący ciążę nie zauważył albo nie chciał powiedzieć, że mamy konflikt. Powinnam przyjmować leki, być pod wnikliwą obserwacją. Takie dzieci rodzą się całe i zdrowe, a nasz przypadek został z jego strony kompletnie zaniedbany. Trafiłam na lekarza, który całą ciążę traktował mnie jak rzecz, kolejną z listy. Nic nie mówił o maleństwie, wszystko musiałam od niego wyciągać. Poszłam do niego z polecenia, ale już wiem, że do niego nie wrócę. Pierwsze bicie serca usłyszałam w 17/18 tyg. ciąży. Twierdził, że to odpowiedni tydzień na sprawdzenie serca dziecka. Powinien o wiele wcześniej robić ekg. Byłam na wizycie po wyjściu ze szpitala, po poronieniu i wtedy równie bez emocji stwierdził, że tak się zdarza, że jestem zdrowa, będę mieć jeszcze dzieci. Nie oczekuję, by lekarz płakał z pacjentką. Wystarczyłoby zaledwie uszanowanie, że w takim momencie każda z matek przeżywa stratę, bez względu na to, ile dziecko miało tygodni czy miesięcy.

Po wyjściu nadszedł czas na ostatnie pożegnanie. Umiałaś je przygotować?

Cały pogrzeb, formalności jak np. zarejestrowanie dziecka w urzędzie stanu cywilnego – organizował mój mąż. Nie byłam w stanie nic zrobić. Nie wiedziałam nawet, jak to wygląda od strony urzędowej, kto wybiera miejsce na cmentarzu, czy jest msza. Sama wybrałam tylko trumnę. Maleńką, skromną. Ciałko Kornelci zabrał z prosektorium zakład pogrzebowy. Nikt z nas nie brał w tym udziału. Od tamtej chwili w karetce, kiedy mignęło mi przed oczami zawiniątko w szpitalnej chuście, nigdy więcej jej nie zobaczyłam. Jej twarzy, rączek. Pogrzeb odbył się cztery dni od porodu. Nie chciałam oddać trumny z moją córeczką. Mój mąż z moim tatą musieli mnie trzymać. To pożegnanie rozerwało mi serce, dźwięk piasku spadającego na trumnę był najokrutniejszy.

Jak wyglądały pierwsze miesiące żałoby?

Było bardzo pusto. We mnie, wokół mnie. Każdego dnia chodziłam na cmentarz. Łzy i oskarżanie samej siebie nie miało końca. Młodość nie pomagała, by się pozbierać. Nie potrafiłam funkcjonować i chodzić do szkoły. Mierzyć się z tymi spojrzeniami na korytarzach, bo raz – zaszłam w ciąże, dwa – pochowałam dziecko. Pierwsze miesiące były bardzo ciężkie. Nie potrafiłam skupiać się na podstawowych czynnościach. Stale myślałam, jaka by była, jak wyglądałyby dni z nią. Do dziś miewam te myśli, niezrealizowane plany. Gdyby nie grupy wsparcia i wsparcie bliskich, to dziś byłabym tam, gdzie moja córka.

Wśród rodziców to rzadkość, że chcą rozmawiać o stracie. Ty chciałaś, bo?

Jest to dla mnie terapią i bardzo mi to pomaga. Nie potrafię zapomnieć o tym, że odeszła moja pierwsza, wyczekiwana córka.

Wiem, jak ważna jest rozmowa z rodzicem po stracie. Wiele osób myśli, że jak nie będą mówić o nieżyjącym dziecku, to rodzicom będzie lżej. To nieprawda. Rodzice chcą, aby mówiono o ich dzieciach.

Nawet jeśli nie ma ich na tym świecie. Ja na każdym kroku mówię o mojej Kornelce. Ona była jest i zawsze będzie. Tego nie da się wymazać z pamięci.

Obwiniasz los za to, co się stało? Za śmierć twojego dziecka?

Tak i to bardzo. Samą siebie też obwiniałam za śmierć własnego dziecka Zadawałam wiele pytań. Dlaczego właśnie ona? Dlaczego los dał nam tyle bólu i cierpienia? Dlaczego zamiast zabawek musimy kupować znicze? Zadawałam sobie pytania, co mogłam jeszcze zrobić, aby moja Kornelka nie odeszła. Jest wiele pytań, na które nie dostaniemy odpowiedzi. Wiem, że ta tragedia nauczyła mnie być silną. Bardzo otworzyłam się na świat.

Nauczyłam się głośno mówić o swoich uczuciach i o tym, co mnie boli. Kiedyś byłam skromną, cichą osobą. Nigdzie się nie wychylałam się do tego, by zabierać głos, a teraz? Udzielam się na wszystkich grupach wsparcia, organizuję spotkania dla rodziców po stracie.

Rozmawiam z nimi. 5 lat temu nie pomyślałabym, że będę pomagać obcym dla mnie ludziom. Jestem innym człowiekiem. Dzięki Korneli.

Strata dziecka jest dla matki niewyobrażalnym bólem. Widzisz jakąś różnicę w utarcie dziecka a stracie wczesnej ciąży?

Widzę różnicę między rodzicami, którzy stracili kilkumiesięczne czy kilkuletnie dzieci, a tymi, którzy stracili dziecko, w którymś tygodniu ciąży. Z każdym rodzicem trzeba rozmawiać inaczej. Rodzice po stracie dziecka nienarodzonego przeżywają to moim zdaniem gorzej, gdyż obwiniają się za to, że mogli zrobić coś więcej. Może wybrać lepszych lekarzy. Tacy rodzice nie mają wspomnień ze swoimi dziećmi.

Rodzice, którzy stracili dziecko, które miało kilka miesięcy czy lat przeżywają tę stratę równie ciężko, gdyż mieli szansę je wychowywać. Gromadzili zdjęcia, pamiętają uśmiech, gesty, dotyk. Zdążyli ich poznać, przytulić, ucałować. Zdążyli tak wiele z nimi przeżyć. Rodzice po stracie nienarodzonego dziecka nie zdążyli tego doświadczyć, zostają ze swoimi wyobrażeniami.

Skąd wziął się pomysł na profil Aniołkowa Mama? Piszą do ciebie inne osierocone matki. Co najbardziej porusza cię w tych wyznaniach?

Kilka lat temu trafiłam na bloga aniołkowej mamy i postanowiłam, że i ja spróbuję pisać o mojej stracie. Nie żałuję tej decyzji. Pomagam nie tylko innym, ale i sobie. Dla mnie tworzenie strony czy bloga to terapia. Jestem tam dla nich i wiem, że moja praca i czas nie idą na marne.

Co do listów, najbardziej porusza mnie to, że te kobiety po prostu mi zaufały. Każda historia jest inna i do każdej trzeba inaczej podchodzić. Wiele mam dziękuję mi, że mogą z kimś porozmawiać, kto przeżył to, co one, i że ktoś je rozumie. Mogą wejść na stronę, gdzie są ci, którym nie obcy ten sam rodzaj bólu. Mogą więcej dowiedzieć się o poronieniu czy stracie. Tam nie ma ocen, nie ma rad. Są ludzkie tragedie i wzajemne zrozumienie.

Śmierć dziecka oddala albo zbliża. Ty czego doświadczyłaś od swojego męża? To wasza, czy twoja tragedia?

To nasza tragedia. Otrzymałam od niego ogrom wsparcia.  Był cały czas przy mnie. Pomagał ze wszystkim. Rozumiał mnie, a ja jego. Każdy twierdził, że mnie zostawi, nie będzie chciał być z dziewczyną, która nie potrafi dać mu dziecka. Nie zostawił, wspierał mnie na każdym kroku. Kochamy się i będziemy się wspierać. Przeżyliśmy to razem.

 

Agata Kotoska
Rodzice po stracie dziecka nienarodzonego przeżywają to moim zdaniem gorzej, gdyż obwiniają się za to, że mogli zrobić coś więcej. Może wybrać lepszych lekarzy. Tacy rodzice nie mają wspomnień ze swoimi dziećmi.

Bliscy też podtrzymywali cię na duchu? Wiele razy usłyszałaś, żeby nie rozpaczać, bo urodzisz następne?

Po poronieniu dużo osób pytało mnie i mojego męża gdzie jest dziecko, co się stało.  Mówiliśmy prawdę – że straciliśmy. Gdy się dowiadywali o tym, ucinali rozmowę. Gro znajomych odwróciło się ode mnie, bo stwierdzili, że jestem psychicznie chora, że za długo rozpaczam i mówię o mojej stracie. Wiele razy słyszałam ,,zapomnij, to tylko płód, urodzisz jeszcze gromadkę”. Skąd ludzie mogą wiedzieć, że urodzę gromadkę i co wydarzy się w moim życiu za 10 lat?

Wiele pseudomądrości usłyszałam, które nie pomagały mi w żałobie. Mówiono mi ,,ogarnij się i idź dalej!”, ,,małolata a zero w niej radości życia”.

Wiele osób naciskało na mnie, że mam się podnieść i zapomnieć o tragedii. Nie mogłam zapomnieć, wyjść z rozpaczy na rozkaz. Jak matka może zapomnieć o własnym dziecku? Ci, którzy tego oczekiwali, chyba nie do końca mieli świadomość relacji łączącej matkę z dzieckiem. Matka nie zapomni. Ten, kto nie przeżył tego, co ja nie zrozumie z jakimi koszmarami musiałam się mierzyć i mierzę do tej pory. Żyję, bo wiem, że mam teraz swojego anioła stróża. Gadanie innych jest poza mną.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Kobieta w ciąży siedząca na kanapie i stresująca się

Stres w ciąży – czy ma negatywny wpływ na rozwój dziecka?

kobieta karmiąca dziecko piersią chodzi po polu

Jakie są zasady prawidłowego odżywiania się matki karmiącej piersią

„Nie garb się!” przestaje działać? Ratunek w aktywnym siedzeniu!

„Dopada mnie z tego powodu smutek, że nigdy nie pokażę tego brzucha na plaży”. Rozstępy na brzuchu po ciąży – czy to oznacza pożegnanie z bikini?

„Od kobiet oczekuje się, że będą wielozadaniowe i idealne. Łączenie pracy z macierzyństwem jest bardzo trudne i bez pomocy często niemożliwe ” – mówi Katarzyna Łodygowska, znana jako Matka – Prawnik

Amy Schumer "Growing"

Amy Schumer o ciąży w „Growing”: nie wiedziałam, że może być trudna, bo wszystkie kłamiecie na ten temat

Z rozstępami, cellulitem i fałdkami. Mamy na Instagramie przeciwstawiają się nierealistycznemu wizerunkowi brzucha kobiety po porodzie

Czy w ciąży można…? – odpowiada lekarz Łukasz Stelmaszczyk

para trzyma w ręku badanie USG

Wiesz, jak odpowiednio przygotować się do ciąży? Położna Monika Stępińska wyjaśnia krok po kroku

„Nie mogę nosić bluzek nawet z lekkim dekoltem. Wstydzę się tego”. Rozstępy na piersiach po ciąży. Czy każda kobieta je ma i jak sobie z nimi radzić, opowiada dermatolog

oddział psychiatria

Ostatni oddział psychiatryczny dla dzieci w Warszawie nie zostanie zamknięty. Uspokaja rzecznik NFZ

„Kobiecość to właśnie ciąża, porody, karmienie. Wybierając tę drogę dajemy największy hołd swojej kobiecości” – mówią Ola Woźniak i Ania Weber, autorki kanału „Mama Lama”

Zdrowa Buzia

„O próchnicy mówię, że zaatakowały robaczki, a o wierceniu zęba – odkurzanie szczelin z nich, aby nie atakowały. Gdy pojawia się krew, wyjaśniam, że to ketchup”. Rozmawiamy ze Zdrową Buzią

„Szukam pracy, więc nie interesuj się, czy planuję ciążę”. Nowa kampania walcząca z dyskryminacją kobiet na rynku pracy

Czy można pić kawę podczas… ?

Czy można pić kawę podczas… ? Internistka odpowiada na najczęściej wyszukiwane hasła w Google

Anna Pilińska - HelloZdrowie | Marzec 2019 Anna Pilińska - HelloZdrowie | Marzec 2019 100% 10 Dziewczynka podaje jabłko z wykrojonym sercem Obsługa czytników ekranu włączona. Dziewczynka podaje jabłko z wykrojonym sercem

Zespół alkoholowy FAS – diagnostyka i objawy u dzieci i dorosłych

Kobieta siedzi w laboratorium i wykonuje badanie

Badania przesiewowe w Polsce. Jakie są ich rodzaje? Jakie mają znaczenie?

karmienie piersią

Urządzenie do karmienia piersią dla ojców. To nowatorska koncepcja japońskiej firmy

Gosia Włodarczyk

„Presja, by jak najszybciej wrócić do formy, jest dla kobiet krzywdząca. Ciału trzeba dać czas na regenerację”. Rozmawiamy z fizjoterapeutką Gosią Włodarczyk

Kobieta w zaawansowanej ciąży ma wykonywane USG

Na czym polega badanie przezierności karkowej – normy i oceny wyników

Barbara Falenta z książką "Mamy dla Mamy"

„Nie musisz gotować trzydaniowych obiadów, ani chodzić po domu w sukience i w szpilkach”. Barbara Falenta o macierzyństwie z dystansem i książce „Mamy dla Mamy”

Kobieta w ciąży w szarej koszuli nocnej

Czym grozi stan przedrzucawkowy w ostatnim trymestrze ciąży? Przyczyny, objawy i leczenie zatrucia ciążowego

Zdrowe śniadanie do szkoły: orkiszowy omlet sok marchwiowy

Kobieta układa z dłoni serce na swoim brzuchu

Objawy rozejścia spojenia łonowego – po czym poznać, że ma się tę dolegliwość?