Przejdź do treści

Moje choroby i problemy zmusiły mnie w bolesny sposób do odkrycia, kim jest istota czująca we mnie.

Magdalena Jarosz, fot: Eliza Krakowska
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
trójka niemowlaków na łóżku
Mama trojaczek zawiedziona swoim poporodowym brzuchem
Marihuana
Medyczna marihuana zalegalizowana w Wielkiej Brytanii
Kobieta podczas USG
Punkt Profilaktyki Intymnej zarejestrował 150 kobiet w ciągu pierwszego tygodnia
Anna Tatarska: To mit, że rak piersi dopada panie po 60-tce. Młode cycki też chorują
łysakoebita bez włosów po mastektomii
H&M wypuścił staniki dla kobiet po mastektomii

Magda Jarosz – terapeutka specjalizująca się w psychologii integracyjnej przez ciało, jej motto zawodowe i życiowe brzmi: prędzej czy później usłyszysz to, co twoje serce zawsze Ci mówiło: przestań starać się być tym, kim myślisz, że powinieneś być – stań się tym , kim chcesz być i kim jesteś. O tym, czym jest społecznie implementowany wstyd i samostanowieniu w chorobie – rozmawia Aneta Wawrzyńczak.

Aneta Wawrzyńczak: Gdy tylko usłyszałam hasło „wstyd”, pomyślałam o Tobie. Zadzwoniłam, pamiętasz, byłaś w pociągu, zdążyłam zarzucić temat, urwało nam połączenie. Wysłałaś SMS: „wstyd to moje hobby”. Teraz się tłumacz, inaczej albo wyjdziesz na masochistkę, która lubi się wstydzić, albo na sadystkę, która lubuje się w zawstydzaniu innych.
Rzeczywiście (śmiech). A tak serio: bardzo dużo przeszłam i odkryłam najpierw w sobie, a później pracując jako terapeuta, że wstyd jest emocją, którą najmniej rozumiemy i z którą najbardziej boimy się spotkać. Człowiek emocjonalny często jest zawstydzany, postrzegany jako słaby. A mamy być twardymi wojownikami, nie okazującymi emocji. Tylko, że brak kontaktu z samym sobą i swoimi emocjami często powoduje zawstydzenie, uczucie pustki, brak wewnętrznej wartości, pewności siebie, napięcia w ciele i jego znieczulenie. Nie czując ciała, nie czujemy, kiedy zaczynają się rozwijać choroby. Zawstydzenie jest więc jedną z przyczyn depresji, osłabienia, wielu chorób fizycznych i psychicznych.

Dlatego uważasz, że wstyd jest największą zmorą?
Tak, niezrozumiany wstyd to jest koszmar ludzkości. Zwróć uwagę, że jak pyta się ludzi, czego najbardziej się boją, to zazwyczaj odpowiadają, że ośmieszenia publicznego. Nawet bardziej niż śmierci.

Stracić twarz to stracić wszystko.
Wszystko zaczyna się w dzieciństwie, kiedy kształtuje się baza wartości i interpretacji świata oraz siebie. Jeśli dziecko jest zastraszane, staje się wylęknionym człowiekiem, jeśli zawstydzane – niedowartościowanym i zawstydzonym. Gdy zawstydzenia i zalęknienia jest dużo, nie działa nasz wewnętrzny GPS, pomagający podejmować decyzje i wytyczać kierunek funkcjonowania, co powoduje, że relacje stają się niebezpieczne, bardzo trudne, bolesne. I nawet małe sytuacje powodują agresję, ucieczkę, panikę, paraliż, czasem nawet fizyczny.

A wstyd czysto fizyczny? Ponoć połowa Polaków nie pokazuje się partnerowi nago. I mam wrażenie, że w tym wstydzie przodują kobiety. Bo się boją, że jak partner zobaczy jakieś ich niedoskonałości, to mu się przestaną podobać.
Chwila. Masz mu się podobać czy on ma cię kochać?

Nie na jedno wychodzi?
To nie są pojęcia równoznaczne. Pierwszym pytaniem, które warto sobie zadać, jest czy kobieta kocha samą siebie.

To jest warunek sine qua non miłości partnera?
Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, co to jest miłość – i co to jest odpowiedzialność za swoją miłość. Jeśli rozpatruję się ją w kategoriach: lubi mnie czy nie lubi, podobam mu się czy nie podobam, to tam nie ma miłości. Bo miłość to nie uczucie, to coś głębszego, to zbiór wszystkich emocji. Żeby poczuć się dobrze w relacji z drugim człowiekiem, potrzebujemy poczuć się trochę lepiej ze sobą. Zrozumieć, co czujemy, własne emocje, potrzeby – i postarać się, tak jak umiemy, wyrazić je, unikając tak zwanych czterech jeźdźców apokalipsy: krytyki, pogardy, odcinania się emocjonalnego, czyli długotrwałej ciszy w momencie konfliktów, poniżania oraz obwiniania siebie lub partnera.

Magdalena Jarosz fot: Aneta Wawrzyńczak

Wracamy do punktu wyjścia, każdy z tych jeźdźców apokalipsy przynosi w efekcie zawstydzenie.
Zdrowy wstyd, pomaga nam poczuć: stop, zaraz kogoś lub siebie zranię. Tymczasem na negatywną interpretację rzeczywistości („ktoś mnie zawstydził, zaatakował”) odpowiadamy przeważnie gwałtowną reakcją emocjonalną: musimy się bronić, zaatakować, uciec, udawać, że nic nie czujemy albo podlizywać się, być miłym, aby nie było gorzej. Jeśli jesteśmy dodatkowo zmęczeni, zestresowani, mamy mało energii, depresję, to zmniejsza się nam inteligencja, a także empatia. Bardzo łatwo stać się zaabsorbowanym tylko swoimi myślami i prawdami człowiekiem, któremu ciężko odpuścić, trudno o obiektywizm i dziecięcą ciekawość.

To znaczy, że trzeba walczyć ze wstydem?
Tak się właśnie często mówi: walczyć ze wstydem, pokonać wstyd. Ale jeśli zwalczę wstyd tak do końca, to stanę się bezwstydnym człowiekiem. I co się wtedy dzieje, czy to jest dobre?

Po Twojej minie wnioskuję, że nie. To znaczy, że trzeba podzielić wstyd na zdrowy i toksyczny?
To bardzo ważne rozróżnienie. Zdrowy wstyd, jeżeli wiemy, jak go użyć, jest skarbem, może umożliwić nam rozwój. Ktoś bezwstydny natomiast traci swój wewnętrzny kompas moralny, który jest wyznacznikiem naszej integralności i wewnętrznych granic. Z kolei ktoś zawstydzony wstydem toksycznym zazwyczaj chce się jak najszybciej tego zgniłego jaja zawstydzenia pozbyć, podrzucając je innym.

Wyrzucając wstyd z siebie, świadomie bardziej, mniej lub wcale opluwamy nim innych; zasysając – możemy się nim udławić.
Tylko że w ani jednym, ani drugim przypadku i tak nic nie czujemy. Bo nawet wyrzucając ten wstyd poprzez zawstydzenie drugiej osoby, często nie mamy świadomości, co robimy. To reakcja automatyczna. Mówiąc komuś: „ty tumanie”, „ty idiotko”, stosujemy agresję werbalną. A agresja werbalna ma na celu zranienie, poniżenie, zawstydzenie. Nieświadomie ranimy kogoś, a zarazem pogłębiamy swoje zawstydzenie.

Błędne koło. Jak w takim razie konstruktywnie przekazać komuś, że coś zrobił źle?
Właśnie tak, jak ty to ujęłaś – konstruktywnie, nie raniąc, zamiast skupiać się na zawstydzeniu, uogólnianiu i osądach „jesteś zła”, „jesteś głupia”, zwrócić uwagę na zachowanie. Zamiast negatywnej oceny wykazać empatię i zainteresowanie. Zawstydzanie i zastraszanie sprawia, że człowiek czuje się poniżony, a wtedy obniża się jego poczucie wartości, zaburza balans emocjonalny, uważność na siebie i innych, człowiek ma także zawężone pole percepcji i ograniczony dostęp do inteligencji.

Samospełniające się proroctwo?
W jakiś sposób tak. Korzenie często sięgają dzieciństwa, kiedy robimy wszystko, żeby spełnić oczekiwania rodziców. Jeśli 20 razy powtórzę dziecku, że jest niegrzeczne, to ono w końcu uwierzy w moje słowa i wejdzie w tę rolę, aby mnie zadowolić. Albo jeśli powiem 20 razy swojemu facetowi, że jest pracoholikiem i nie dba o mnie, to istnieje możliwość, że go zawstydzę, a on chcąc się odciąć od bólu, będzie więcej pracować, co zbuduje między nami dystans. I przepowiednia się spełni.

A w drugą stronę? Jak się zawstydza kobiety, jakie etykiety do nich przyklejane tak mocno się trzymają, że aż nam wrastają w skórę?
Oj, tego jest mnóstwo. Bardzo często same siebie zawstydzamy. Bo zawstydzenie wiąże się albo z obwinianiem kogoś, albo obwinianiem, krytykowaniem siebie. Czyli: zawstydzeniem werbalnym innych lub siebie. Powód: zbyt szybka automatyczna interpretacja: „skoro on tak dużo pracuje, to ja jestem bezwartościowa dla niego”.

Coś jest ze mną nie tak, jestem głupia, brzydka, gruba.
Lub on jest głupi, paskudny. Jacy my jesteśmy okrutni dla siebie, prawda? Hodujemy w sobie wewnętrznego krytyka, tyrana, który odcina nam możliwość rozwoju. Bo jak już jestem taka głupia, to nic się nie da z tym zrobić.

Znam też kobiety, które w ogóle nie potrafią w życiu funkcjonować bez faceta, powtarzają jak mantrę: „nie potrafię być sama” – i wikłają się w przypadkowe związki, najczęściej toksyczne dla obu stron.
Jeśli wierzą, że są niesamodzielne, słabe, to zawstydzają siebie, wkładając się w pułapkę, której nie da się zmienić. Czym innym jest uświadomienie sobie, że mam problem z regulacją emocjonalną i uspokajam się, jak ktoś jest obok mnie, a czym innym pozycja zawstydzonej, samotnej, niesamodzielnej kobiety-ofiary. Dawniej izolacja i wykluczenie z plemienia były bardzo niebezpieczne dla kobiet, najczęściej powodowały śmierć.

Mężczyźni mają łatwiej?
Mają inaczej. U nich bardziej widoczną emocją, której często są nieświadomi, to wstyd przed wrażliwością i strachem.

To kto jest bardziej zawstydzany społecznie: kobiety czy mężczyźni?
Wszyscy notorycznie się wzajemnie zawstydzamy. Język publiczny jest często bardzo agresywny. Przerażające jest to, że publiczne zawstydzanie, zastraszanie prowadzi do znieczulicy, zmniejszenia inteligencji emocjonalnej, współczucia, współpracy, dialogu. Dochodzi do tego, że zawstydza się publicznie, społecznie i medialnie ludzi, którzy chorują, starzeją się, bo na pewno „o siebie nie dbali”. W konsekwencji człowiek może zacząć się zawstydzać sam, co osłabia jego system nerwowy, immunologiczny, metabolizm i odporność psychiczną – i brak mu siły, by zmierzyć się z chorobą. Często także pod presją społeczną wstydzimy się smutku, żalu, żałoby, łez związanych ze śmiercią bliskiej osoby, utratą pracy, zdrowia, partnera czy nawet skradzionego samochodu.

Masz na myśli hasła: „ojej, no i po co tak przeżywasz”, „mogło by być gorzej”, „weź się w garść”?
Co z tym zrobić? Powiedzieć sobie: ukryty żal może spowodować narastanie we mnie autoagresji psychicznej i fizycznej, zdołowania, mam prawo do łez, emocji, przeżywania – i biorę za swoje emocje odpowiedzialność. Poszukać wsparcia u kogoś, kto ma czas i przestrzeń, aby nas wesprzeć. Przyjaciela, terapeuty, grupy wsparcia, księdza, którzy powiedzą: „rozumiem, to boli, jestem z tobą, wszyscy popełniamy błędy”. Niektórzy potrzebują się odizolować i na przykład pisać, malować lub na chwilę odciąć się od bólu, gapiąc się w telewizor. Gdybyśmy byli dla siebie trochę łagodniejsi, mniej krytyczni, to większość ludzi mogłaby się niesamowicie rozwinąć i osiągnąć naprawdę wiele. Tak się nie dzieje, stąd okrutna nienawiść, pogarda, hejt publiczny, zawstydzanie, które mogą nawet doprowadzić do poważnej choroby fizycznej lub psychicznej, jeśli nie ma się bardzo silnej konstrukcji psychicznej wynikającej z dobrej regulacji emocjonalnej.

Nie brakuje historii, kiedy pod wpływem hejtu, zawstydzenia publicznego ludzie, zwłaszcza nastolatki, popełniają samobójstwo.
Do-kła-dnie. Odrzucenie przez grupę to ból emocjonalny, interpretowany przez mózg identycznie jak bardzo silny ból fizyczny.

Jak wykończenie człowieka napiętnowanego, skrajnie zawstydzonego przekłada się na zdrowie fizyczne?
Jeżeli jesteśmy zawstydzeni, to odruchowo się spinamy, dochodzą do tego automatyczne reakcje traumatyczne, przygotowujące nas do walki o życie. Absorbując słowa, którymi nas zawstydzają lub zawstydzając siebie, poddając się tej manipulacji, ciało przygotowuje się do walki. Jeśli reakcja nie ma kontynuacji, energia i napięcie pozostają w ciele, doprowadzając do autoagresji systemów od nerwowego do immunologicznego.

Odrzucenie przez grupę to ból emocjonalny, interpretowany przez mózg identycznie jak bardzo silny ból fizyczny.

Magdalena Jarosz / terapeutka

Fakt, pierwsza reakcja to skulenie się w sobie, wręcz skurczenie, dosłownie.
Jeśli poddamy się zawstydzeniu, zapada się klatka piersiowa, serce, jelita, przepona, właściwie wszystkie organy wewnętrzne zaczynają gorzej działać. Dochodzi do zaburzeń pracy serca i płuc itd., co wpływa na całe ciało i psychikę. To prosty mechanizm: na emocje reagujemy fizycznie, a stres, czyli reakcja emocjonalna związana z zawstydzeniem, jest bardzo mocna. Z powodu zawstydzenia możemy nawet zaniemówić. Istnieją teorie, że tak silne reakcje mogą nawet prowadzić do rozwoju choroby nowotworowej, czyli aktywowania genów nowotworowych, co by mogło tłumaczyć wzrost choroby w świecie pełnym stresu.

Serio?
Tak, czytałam ogromne opracowania na ten temat. Większość osób z nowotworem ma podobno problemy z regulacją emocjonalną, a dodatkowo tak zwany fokus zewnętrzny, są znieczulone wewnętrznie wskutek ogromnego zawstydzenia i lęku, którego nieświadomie lub świadomie doświadczają. Dodatkowo popularna narracja, w której obwinia się ludzi o ich choroby, poucza, że nie dbali o siebie wystarczająco, tylko to pogłębia, wywołuje w człowieku, który choruje, poczucie winy.

I znów wracamy do pouczania, tej mantry „ja wiem lepiej”. Pełno jej teraz w przestrzeni publicznej, tego wstydu implementowanego przez autorytety.
To jest rodzaj hejtu społecznego, który wynika z pogardy dla drugiego człowieka. Przyznaję, że i mnie się zdarza myśleć, że wszystko wiem i mieć „fazę królowej”. Dlatego cały czas uczę się pokory. Moje choroby i problemy zmusiły mnie w bolesny sposób do odkrycia, kim jest istota czująca we mnie. Wiem, co to zawstydzenie nie tylko w teorii, cały czas uczę się słuchać i wiem, że ten swój wewnętrzny głos można usłyszeć, można skumplować się ze swoimi wewnętrznymi tyranami, uspokoić ich, namówić do współpracy, otwartości, pobudzić ich ciekawość.

Po co ludzie krytykują innych, zawstydzają ich?
Bo czują się źle, są samotni, jest im trudno, są zmęczeni, sami byli zawstydzani, nie wiedzą, jak poczuć się lepiej. Zawstydzanie innych podnosi poziom dopaminy, zwłaszcza jeśli tworzy się grupa hejtująca, bo w grupie czujemy się silni. A dopamina działa jak amfetamina, więc anonimowe zawstydzanie to darmowy narkotyk, który można pobierać do woli, pozornie bez konsekwencji. Niestety, energia negatywna powoduje długofalowe straty społeczne, bo czarno-biała rzeczywistość tworzy dynamikę konfliktu, na przykład politycznego, gdzie panuje zawstydzanie zamiast otwartości pokojowego dialogu, tolerancji, dystansu, uprzejmości i empatii.

Jak sobie z tym poradzić?
Podam ci przykład: w czasie jednej z dyskusji usłyszałam szokującą opinię jednego mężczyzny, że „jak kobieta jest niegrzeczna, to rzeczywiście trzeba ją uderzyć”. Zatkało mnie, w pierwszym odruchu myślałam, że mu dowalę i zwyzywam. Ale powstrzymałam się, poczułam, że jeśli zawstydzę go publicznie, to tylko pogłębię ta jego bezsilność, poniżę go i on nie zapanuje nad sobą. Że lepiej będzie zapytać prywatnie, co to według niego znaczy, że kobieta jest niegrzeczna i dlaczego uważa, że przemoc jest jedynym rozwiązaniem.

Zapytałaś?
Zapytałam. Ale najpierw potrzebowałam uspokoić swojego wewnętrznego skunksa.

I co?
Doszło u niego do zdrowego zawstydzenia, zastanowienia się nad tym, co mówi. I do dialogu.

Dialog to remedium na wszystko?
Byłoby super, ale jesteśmy tylko ludźmi i czasem nas poniesie, tak zwany szlag trafi. No cóż, można tylko uczyć się na błędach i starać troszkę coś skorygować następnym razem. Zawsze może się zdarzyć, że kogoś zranimy. Wstyd pomoże nam przeprosić. Niech każdy robi, co chce, według swojego własnego czucia i zdrowego wstydu, pamiętając, że nasze braki często są tak naprawdę naszą siłą. Że wartość jest w czuciu, a każda zmarszczka to dowód na istnienie w nas życia emocjonalnego. Czyli tego, co nas kształtuje i czyni autentycznymi, niepowtarzalnymi istotami.

Najnowsze w naszym serwisie

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

Miała guza w piersi, a została potraktowana, jakby przyszła z katarem. Ania Domiańczyk o życiu z rakiem

łysakoebita bez włosów po mastektomii

H&M wypuścił staniki dla kobiet po mastektomii

Dominika Gwit

Dominika Gwit – wiadomo już, jaki jest powód jej otyłości

Joanna Kulig na okładce francuskiego „Elle”

PARIS, FRANCE - SEPTEMBER 28: Lady Gaga attends the Celine show as part of the Paris Fashion Week Womenswear Spring/Summer 2019 on September 28, 2018 in Paris, France.

„Zanim skończysz to czytać, co najmniej sześć osób na świecie odbierze sobie życie”

Smutna dziewczyna

Depresja a smutek. Jak je odróżnić? Ekspert odpowiada

Serena Williams. Mistrzyni krzyczy

Amy Steele z córką

Depresja poporodowa. Amy Steele: błagałam lekarzy, aby pozwolili mi umrzeć

Kobieta stojąca tyłem

Zaburzenia psychiczne: aż jedna czwarta Polaków może mieć z tym problem

Ustawa antyszczepionkowa – lekarzom, którzy ją poparli, grozi usunięcie z zawodu

Katarzyna Nosowska na prezentacji nowego katalogu IKEA. Ubrana w sukienkę biało czarną, pozuje na tle czarnej zasłony

Katarzyna Nosowska wróciła na Instagram

instalekarz Magda Krajewska

Instalekarz Magda Krajewska: na studiach medycznych powinno być znacznie więcej psychologii