Przejdź do treści

Hello My Hero. Jesika Misztal – bije w niej męskie serce, a ciało pokryte jest bliznami

Instagram.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Cytologia – zwróć uwagę na to, czym masz pobierany materiał
płaczące dziecko
Zimne powietrze na obrzęk krtani. 31-letnia matka uratowała swoje dziecko za pomocą zamrażarki
Sałatka: sałata, burak, fiołek trójbarwny
Jadalne kwiaty, które mogą być trujące
mężczyzna w koszulce z kieszenią na piersi, w której siedzi dziecko
T-shirt, który ułatwia ojcom zajmowanie się dzieckiem
Uczestniczki kampanii Rimmel #iwillnotbedeleted
Red Lipstick Monster, Rita Ora i Cara Delevingne w światowej kampanii przeciwko hejtowi

Wygadana, energiczna, odważna. 22-latka, w której ciele bije 30-letnie, męskie serce. Po przeszczepie pozostała jej blizna na dekolcie, z powodu leków popękała skóra. Nieraz spotkała się z opinią, że jest mordercą. Mimo to z przytupem idzie przed życie i realizuje marzenia. Została technikiem masażu i studiuje na Uniwersytecie Medycznym Zdrowie Publiczne.  Przeczytaj nasz wywiad z Jesiką Misztal.

 

Ewa Wojciechowska: W jaki sposób dowiedziałaś się, że masz niewydolność serca?

Jesika Misztal: Początkowo myślałam, że jestem przeziębiona. Poszłam do lekarza, który stwierdził, że mam zapalenie oskrzeli. Następny lekarz zdiagnozował koklusz, potocznie krztusiec. Nieprzerwanie chorowałam. W pewnym momencie dostałam skierowanie na zdjęcie klatki piersiowej, na którym wyszło, że lewa komora serca jest znacznie powiększona. Lekarz rodzinny skierował mnie od razu do szpitala w Kutnie, na oddział wewnętrzny. To było 8 listopada 2017 roku. Wtedy dowiedziałam się, że mam niewydolność serca. 9 listopada zostałam przetransportowana do szpitala MSWiA w Warszawie. Tam leżałam 6 dni na kardiologii. Mój zły stan pogłębił się tak, że zostałam zabrana na intensywną terapię. 16 listopada niewydolność serca uległa nasileniu do tego stopnia, że przestały mi się dotleniać pozostałe narządy. Poinformowano mnie, że mój stan jest tak ciężki, że muszą przetransportować mnie do Instytutu Kardiologii, ponieważ tutaj wykorzystali już wszystkie dostępne metody leczenia. To była godzina 21, a o 21.40 wiedziałam już, że będę operowana, by usunąć skrzep z serca, który zajął prawie całą lewą komorę. Moje serce przestawało bić. Kiedy rozpoczęto operację była godzina 23.59

Tydzień przed przeszczepem. Archiwum prywatne

Jak to się stało, że w tak szybkim czasie musiałaś mieć przeszczep serca?

Mój stan był spowodowany pogrypowym zapaleniem mięśnia sercowego. Niewydolność najpierw była mała. Stopniowo się nasilała i wtedy zaczęłam odczuwać jej skutki, aż ostatecznie nie byłam w stanie wstać z łóżka. Po drodze było wiele perypetii, w szpitalu dziwili się, co ja tam robię, bo byłam okazem zdrowia. Jeszcze malowałam się, żeby nie było widać, że jestem blada i mam bardzo sine usta. Znajomi mówili mi „A coś pobladłaś”, odpowiadałam, że nie miałam czasu się malować. Na koniec chorowania w MSWiA nie miałam siły nawet usiąść. Tam mnie przenosili na łóżka, nie chodziłam już nawet do toalety. W ostatniej chwili trafiłam do Instytutu Kardiologii, bo gdyby nie zoperowali mnie w tę noc, to rano mogłabym już nie żyć.

Przeszczep miałaś 21 grudnia, czyli miesiąc po pierwszej operacji, bardzo szybko dostałaś serce

Dlatego, że miałam dość krótki okres możliwości oczekiwania, ponieważ miałam frakcję 10 proc. (wyrzut krwi przez serce na organizm). Przeciętnie człowiek ma frakcję około 75 proc. Jak na czekanie na wspomaganiu, to serce znalazło się znośnie szybko. Są przypadki, kiedy znajduje się np. w dwa dni.

 

Czego bałaś się najbardziej w pierwszym momencie po diagnozie?

Niczego się nie bałam. Wiedziałam o wszystkich czynnikach ryzyka i to, że w każdej chwili moje życie może się zakończyć. Jednak nie brałam pod uwagę, że może coś złego się stać. Inaczej jest, kiedy ktoś przyjdzie i wie, że chodzi z niewydolnością serca i może na własnym sercu czekać na przeszczep. Zdecydowanie wolałabym mieć możliwość chodzenia 2-3 lata ze swoim sercem, niż leżenia i słuchania, że jak się nie znajdzie, to nie wiadomo, co będzie. Osoba, która chodzi po świecie z niewydolnością, ma wiele możliwości. Mogą jej wszczepić wspomaganie, na którym ja leżałam. Mogą jej wszczepić pompy wirowe, podtrzymywać na lekach, dozując je 24 godziny na dobę. Ja od razu leżałam na tym ostatnim progu. Operacja ta jest obciążona większym ryzykiem niż sam przeszczep serca. Stwierdzam, że zdecydowanie lepiej byłoby wiedzieć o tym wcześniej i chodzić pełna świadomości, że mam tę niewydolność serca i czekać na przeszczep.

Korzystałaś z pomocy psychologa?

Siostra zgłosiła mnie do psychologa. Pani psycholog się śmiała, że bardziej ona potrzebuje pomocy niż ja. Jednak skoro zostałam zgłoszona przez rodzinę, to musiałam przychodzić. Jej wizyty były fajne. Na salę pooperacyjną nikt nie mógł wchodzić, więc przynajmniej miałam gościa przez godzinę dziennie.

„Mam męskie, trzydziestoletnie serce”

Wiesz od kogo masz serce?

Niestety tego nie możemy wiedzieć. Wiem tylko, ze dostałam męskie, trzydziestoletnie serce. Koleżanki się śmieją, że teraz najlepiej będę wiedziała czy się spodobają facetom czy nie.

Czym wcześniej objawiała się niewydolność serca, zanim się o niej dowiedziałaś?

Kaszlem i spadkiem wydolności. Bardzo kasłałam i szybko się męczyłam, ale zrzuciłam to na to, że studiowałam i dużo się uczyłam. Jadłam też śmieciowe jedzenie, nie oszukujmy się, nikomu chyba nie chce się gotować na studiach. Najgorsze było to, że kasłałam cały czas. Przeanalizowałam, że prawdopodobnie chodziłam z niewydolnym sercem od lutego. Tylko nic z tym nie zrobiłam, bo tego nie wiedziałam. Po prostu zbagatelizowałam objawy, które dawał mi organizm.

Jak wygląda rekonwalescencja po operacji przeszczepu serca?

Przed przeszczepem moje ciśnienie w sumie nie istniało. Leżałam na wspomaganiu LVAD, bo moje serce nie było wstanie samo bić. Leżałam na maszynie, która pracowała za serce. Bez tego bym nie przeżyła.

Sztuczne serce. Archiwum prywatne

Sztuczna komora. Archiwum prywatne

Nie mogłam sama wstać bez opieki. Podnieść się na łóżku mogłam przez klikanie guzików, żeby łóżko samo mnie podnosiło. Kiedy siadałam, po 15 minutach się kładłam, bo to już był wysiłek dla organizmu. Cały czas też leżałam na sali pooperacyjnej, ponieważ musieli mnie monitorować przez całą dobę. Miałam dwa razy łamany mostek, przy operacjach i pomimo, że jestem młodą osobą, to mostek będzie regenerować się dłużej, dlatego, że cały czas był naruszany. Kiedy miałam tę pompę, którą nazwałam Ziuta, straszny ból sprawiało mi leżenie na wznak. Trzeba stosować się do zaleceń lekarza i układać się w tej pozycji, żeby mostek się nie rozszedł. Tak mnie to bolało, że stwierdziłam, że mam to w nosie i leżałam na bokach. Przez to mostek był cały czas obruszany. Ludzie mówili, że najgorsze to było widzieć mnie w takim stanie, bo byłam taka chuda, że poliki miałam zapadnięte. Niby się uśmiechałam, ale widzieli kogoś innego na łóżku. Bardziej od widoku maszyn i całej otoczki przerażało to, jak ja wyglądałam. Sala pooperacyjna wygląda tak, że nawet nie ma tam toalety, bo wszyscy są zacewnikowani.

Miałam zabronione patrzeć się w lusterko, żebym się nie załamała, bo nie wygląda się zbyt atrakcyjnie

Sama nie czułam, że schudłam, ale kiedy weszłam na wagę, zobaczyłam 14 kilo mniej, ale weszłam na wagę z pompą, która też trochę waży. Przy tym musieli być fizjoterapeuci, perfuzjonista od wspomagania lewokomorowego, z pompami i lekami. Bez nich nie mogłam wstać. Mogłam iść na spacer na 3-5 minut i potem spałam przez dwie godziny, bo to było zbyt męczące. Tylko tyle, żeby organizm pamiętał jak chodzić. Osoby po operacjach serca oddychają na rurce intubacyjnej, dopóki nie odzyskają pełnej świadomości i nie nauczą się oddychać samodzielnie. Kiedy przeszczepiono mi serce, to już w sumie nic nie bolało, tylko ciągnęły szwy. Wtedy słuchałam się już lekarzy i spałam na plecach, bo chciałam jak najszybciej wyjść do domu.

Uczyłam się od nowa chodzić. Nogi miałam jak patyki. Nawet nie stykały mi się uda. Przy czym ja jestem dużą kobietą, grubej kości. Mierzę 175 cm. Jak wróciłam do domu i weszłam na trzecie piętro, to przez cztery dni miałam zakwasy. Moje nogi miały problem, żeby mnie unieść, pomimo, że miały do dźwigania 20 kilo mniej.

Na sali pooperacyjnej wygląda się okropnie. Wszystko jest żółte, spuchnięte, sine, bo schodzą różnego rodzaju kolory. Wszystko jest pocięte, połamane. Muszą złamać cały mostek, żeby się dostać do serca. Teraz blizna wygląda super, ale blizna świeżo po cięciu wyglądała okropnie.

 

3 tygodnie po operacji. Archiwum prywatne

Pierwsze rumieńce po przeszczepie. Archiwum prywatne

Ze szpitala wyszłam 17 stycznia. 30 czerwca zdałam egzamin zawodowy i jestem technikiem masażu. Trzy miesiące po przeszczepie, jeździłam do szkoły i zaczynałam masować. Teraz wróciłam do drugiego zajęcia jakie miałam przed przeszczepem, studiuję na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, kierunek Zdrowie Publiczne.

Mogłaś już pracować?

Nie do końca mogłam, po prostu musiałam. Tyle ile mi się udawało, tyle robiłam. Wycięta z życia byłam od listopada do stycznia, tylko i wyłącznie łóżko i nic więcej.

Teraz czujesz się o wiele lepiej?

Nawet nieźle, tylko teraz muszę pokonać barierę na studiach, ponieważ mieszkam 60 km od uczelni. Niby nie mogę jeździć komunikacja miejską, ale staram się wrócić na studia. Chciałabym jeździć autem, ale jak liczyłam, ile by mnie to wyniosło, to mojej renty by mi nie wystarczyło. Staram się dojeżdżać busem. Jest to męczące, ponieważ dużo bardziej odczuwam zmiany pogody. Stawy mnie bardzo bolą. Dodatkowo jestem na sterydach, które minimum rok muszę brać, więc walczę z ich skutkami ubocznymi. Tak to nie narzekam. Latem często spotykałam się ze znajomymi. Mam psa, więc dużo z nim spaceruję. Na pewno jest dużo lepiej, niż przed przeszczepem, tylko wtedy nie zwracałam na to uwagi.

 

Jak teraz definiujesz zdrowie?

Tym, że mogę wstać i nie mieć zadyszki wchodząc po schodach. Jednak o to nowe „serducho” muszę dbać. Trzeba wziąć pod uwagę, że ono nie jest w nas od zawsze tylko jest „przyszyte”, więc trzeba uważać, żeby nic się nie stało. Nie można też dźwigać ani schylać się w pierwszych miesiącach po operacji. I przede wszystkim nie wolno spotykać się z osobami chorymi, ponieważ osoby po przeszczepie nie mają odporności i szybko się zarażają. Ewentualnie można założyć maskę, kiedy jest taka konieczność.

Jak to zmieniło cię fizycznie i psychicznie?

Od zawsze byłam twarda, ale psychicznie na pewno jestem teraz jeszcze silniejsza niż byłam. Nie wiem w sumie czy mnie to jakoś bardzo zmieniło. Zawsze chciałam pomagać ludziom. Pomagałam w ten sposób, że oddawałam krew. Byłam zarejestrowana jako dawca organów.

„Zawsze myślałam, że to ja oddam narządy do przeszczepu, a nie odwrotnie”

Moje narządy już się nie nadają, ponieważ jestem na lekach immunosupresyjnych, które je uszkadzają. W wieku 18 lat założyłam sobie kartę dawcy, ale w tym momencie i tak nie pobiorą ode mnie nic. Pomogłam jednak tym, że ponad 120 osób oddało dla mnie krew. Aż tyle nie było mi potrzebne, dlatego tę krew dostali inni potrzebujący. Ponadto przy mnie 20 osób podpisało oświadczenie woli.

Nie ukrywam tego, że miałam przeszczep i zmagam się z różnymi perypetiami, jakie powoduje mi mój organizm przez leki. Staram się często rozmawiać z ludźmi, którzy piszą, że boją się operacji.

Na pewno zmienił mi się trochę smak, ale to raczej po lekach, niż po chorobie.

Co mówisz kobietom w podobnej sytuacji, które są dopiero przed operacją?

Staram się im pomóc i wesprzeć. Opowiadam, jak to będzie podczas wybudzania po operacji. Wszystkich wybudzają nas tak samo. Po wszystkich operacjach na serce schemat jest ten sam. Piszę im, żeby się nie bały. Co ma być, to będzie. Żeby nie płakały i cieszyły się do ostatniej chwili tym, że żyją. Najgorsze to poddać się. Lekarze mówią, że 50 proc. jest w głowie.

Jak radzisz sobie z widoczną blizną po operacji? Pokazujesz dekolt?

Zawsze lubiłam dekolty. Przed operacja większość moich bluzek było z dekoltami. Początkowo myślałam, że będę się zakrywać i nosić apaszki, szaliki, sweterki, ale potem stwierdziłam, że więcej mam rozstępów na rękach. Popękała mi skóra na rękach od sterydów. Bardziej widać to, niż tę moją bliznę. Poza tym lubię ją. To muszę przyznać. Jak jest, to niech sobie będzie.

Źródło: Instagram @kobieta_z_bliznami

Jak do tego doszło, że masz takie blizny na ramionach?

Blizny mam po lekach sterydowych, które musiałam brać. Długo brałam sterydy i bardzo cieszyłam się, że nie tyję. W okresie kwiecień – maj przytyłam 17 kg. Bez zmian żywieniowych, mój metabolizm zwolnił. Przed przeszczepem, leżąc, nic nie jadłam, tylko wymiotowałam. Miałam wzloty i upadki. Kiedy bardzo długo nic nie jadłam, to miałam pozajelitowo podane jedzenie przez kroplówkę. Kiedy czułam się lepiej, to jadłam. Przez półtora miesiąca schudłam 20 kilo, dlatego miałam efekt jojo. Skóra nie wytrzymała tego, że tak szybko się skurczyła, a potem tak szybko musiała się rozejść. Nie zdążyła się rozciągnąć i popękała. Teraz nie tyję, a cały czas jeszcze pęka mi skóra na ramionach.

Źródło: Instagram @kobieta_z_bliznami

Źródło: Instagram @kobieta_z_bliznami

Nie wstydzisz się ich pokazywać.

Trochę się wstydzę. Teraz, kiedy jest chłodniej, staram się zakrywać, żeby ludzie na pierwszy rzut oka nie oceniali mnie po bliznach.

„Kiedy jest gorąco chowam wstyd do kieszeni”

Dużo osób się orientuje na co chorowałam i co przeszłam. Ja tego nie ukrywam. Najgorsze to wstydzić się swojej choroby. Nikt nie wstydzi się, że ma bliznę na nodze, to dlaczego ja mam się wstydzić blizny, którą zrobili mi lekarze, żeby uratować mi życie. Blizny na rękach mogłyby zniknąć, ale bliznę na dekolcie lubię. Porównując tę bliznę z tą, którą miałam po pierwszym cięciu, ta jest trzy razy grubsza. Myślałam, że będzie mniejsza, ale sterydy powodują spowolnione gojenie, rozchodzenie się blizn i dlatego jest taka, jaka jest, a nie taka, jak tamta była.

Twój wygląd bardzo się zmienił. Jak się z tym czujesz?

Niezbyt dobrze, ale musiałam do tego przywyknąć. Wcześniej byłam szczuplejsza, miałam długie włosy, ładne paznokcie. Teraz mam duże ręce, brzuch. Najbardziej jednak cierpię po obcięciu włosów. Zawsze lubiłam mieć zadbane włosy. Ja zawsze lubiłam makijaż, manicure i ułożone włosy, taka typowa kobieta.

Nie oszukujmy się, po przeszczepie nadal nią jestem, tylko trochę brzydszą

Po/przed. Archiwum prywatne

Czekam, aż przestanę brać sterydy i zobaczymy do jakiej formy wrócę. Na razie jestem „sterydowym, spuchniętym człowieczkiem”. Staram się nie wpajać sobie do głowy, że źle wyglądam, bo mam krótkie włosy. Uważam, że kobiecość wyrażamy przez to, jak dbamy o siebie. Najważniejszy jest uśmiech, pogoda ducha, żeby zawsze być czystym, pachnącym, trochę umalowanym, jak ktoś lubi. Kiedyś uważałam, że wygląd jest dużo ważniejszy, w takim sensie, że ważna jest figura i ubiór. Obecnie inaczej to postrzegam. Przed operacją miałam mniejszą tolerancję do wybierania chłopaków. Teraz zwiększyło się grono mężczyzn, na których zwracam uwagę. Zanim jakiegoś ocenię, to się zastanowię. Wiem, że otyłość nie jest związana tylko z brakiem diety. Kiedyś tak myślałam. Przy sterydach mogłam być na diecie, a i tak przytyłam. Zaczęłam zwracać uwagę, że niektóre rzeczy są niezależne od nas. Tak jak i u mnie, że jestem taka, a nie inna. Wydawało mi się wcześniej, że pomimo sterydów, uda mi się utrzymać wagę – a tu czwarta doba po przeszczepie, a ja już jestem okrągła. Jak pierwszy raz się wtedy zobaczyłam, to nie mogłam uwierzyć.

Ludzie zwracają na ciebie uwagę?

Patrzą. Zdecydowanie się patrzą. Szczególnie, gdy chodzę w masce jakby ze mną było coś nie tak.

Archiwum prywatne

W autobusie często siadam. Nawet muszę, ponieważ zdarza mi się zakręcić w głowie. Kiedyś pani stanęła nade mną i powiedziała mi, żebym ustąpiła jej miejsca. Nie była starsza, widać, że mogła sobie postać. Odpowiedziałam jej – po pierwsze „czy mogłaby pani”, a po drugie nie ustąpię, ponieważ jestem chora.

– Niby na co?

– Miałam przeszczep serca.

- Boże, czego ci ludzie nie wymyślą, żeby miejsca nie ustąpić

Ludzie się na mnie popatrzyli. Siedziało dużo młodych osób, ale nikt jej nie ustąpił. W końcu jej zeszłam, bo nie chciałam już z nią dyskutować, skoro sobie wymyśliłam.

Często ludzie mówią do siebie – zobacz, co ona tam ma. Dzieci często zwracają uwagę i pytają rodziców, dlaczego nosze maseczkę. Kiedyś w supermarkecie przydarzyła mi się niemiła historia. Było bardzo gorąco i założyłam bluzkę na ramiączkach, więc wszystko było widać. Bliznę i rozstępy na rękach. Jedna kobieta powiedziała do dziecka

"Chodź od tej szpetnej baby, bo jeszcze cię zarazi"

Odpowiedziałam: „Jedyne, czym się może zarazić, to głupotą od pani. Nie bój się mały, bo ja cię tym nie zarażę”. I odeszłam. Widać było, że bardziej się dziecku zrobiło głupio, niż tej kobiecie. Czasem trzy- czterolatki same mnie pytają: „a co masz?”. Tłumaczę, że miałam operację, a one „A, to dobra”.

Mam wrażenie, że dzieci są bardziej tolerancyjne, niż niektórzy dorośli

Boisz się teraz czegoś?

Tego, że nie będę miała pieniędzy na leki, a muszę je mieć.

Boję się, że kiedyś zabiorą mi rentę, którą mam, albo nie przyjmą mnie do pracy, jeśli ocenią mnie przez pryzmat przeszczepu serca, myśląc, że przez to nie będę nic robić. Kiedyś bałam się też, że nikt mnie nie zaakceptuje, bo jestem cała w rozstępach. Teraz już to przegryzłam. Stwierdziłam, że jak ma się ktoś we mnie zakochać to i tak to nastąpi.

W trakcie choroby miałaś duże wsparcie. Kto cię wspierał?

Tata, siostry i najbliżsi przyjaciele. Jestem osobą, która ma bardzo dużo znajomych. Przyjeżdżali do mnie, dzwonili. Mój były chłopak ze swoją mamą bardzo się przejęli moim stanem zdrowia. Dostałam zdjęcie od ludzi ze studiów, że trzymają za mnie kciuki i czekają na mój powrót. Niektórzy z zaskoczenia mnie odwiedzali. Potrafili jechać 2-3 godziny, żeby, chociaż wejść do mnie na 15 minut. Spotkałam się z wieloma wyrazami życzliwości. Jeśli ktoś nie wiedział, jak do mnie zagadać to próbował usilnie, choć pytaniem – jak się masz?

Bardzo mi pomogło, że ludzie do mnie dzwonili i żartowali. Śmiali się, pytali mnie o rady, tak jak kiedyś. Nie mówili mi „O Boże, jaka ty jesteś chora, ty umierasz”. Staraliśmy się odsunąć to na drugi tor.

Masz nowy tatuaż związany z przeszczepem?

Tatuaż jest w kształcie serca. Mam tam datę mojego przeszczepu. Zawsze chciałam zrobić sobie tatuaż, podobały mi się serca i kiedy poczułam, że już mogę, to zrobiłam.

Archiwum prywatne

„Usłyszałam, że jestem mordercą”

Nie kryjesz się z pokazywaniem blizn w Internecie. Wiem, że dla niektórych jest to wyzywające. Co chcesz przez to przekazać?

Staram się dużo nie pokazywać na Instagramie, bo nie wiem, jak ludzie na to reagują. Chciałabym, żeby ludzie nie oceniali osób po przeszczepie, że są kalekami. Wiem, że to strasznie brzmi – „miałam przeszczep serca”. Przez pewien czas musimy na siebie uważać i inaczej wyglądamy, ale naprawdę możemy po tym normalnie żyć. Mam misję, żeby do ludzi dotarło, że po pierwsze nie jesteśmy mordercami, bo to też słyszałam. Po drugie, nie załatwia się serc po znajomości, nie da się. Serce musi pasować do człowieka. Po trzecie, chciałabym, żeby coraz więcej ludzi podpisywało oświadczenia woli i mówiło o tym głośno. Pomimo że są to trudne tematy, chciałabym, żeby rodziny oddawały narządy zmarłych. Jeden człowiek może uratować pięć osób, a dla niego już nie ma ratunku. W tym momencie, nawet, jeśli zmarły podpisał oświadczenie, a rodzina nie wyrazi zgody, wystarczą dwie osoby, które zaświadczą, że przed śmiercią zmarły zmienił zdanie. Wtedy nie można już pobrać narządów. Wtedy ta rodzina ma sześć osób na sumieniu. Ludzie, niestety, myślą tylko o sobie w takich momentach.

Od kogo usłyszałaś, że jesteś mordercą?

Od anonimowej osoby. W gazecie powiatowej napisano artykuł, dostępny w Internecie, o tym, że miałam przeszczep. Pan w komentarzu napisał: „Fajnie, że się cieszycie, ale pomyślcie, co czuje rodzina zmarłego, ja bym w życiu nie oddał narządów”.

Pod postem zrobiła się długa dyskusja. Skomentowałam też tę wypowiedź, pisząc „trzeba być ograniczonym intelektualnie, żeby uważać, że zabija się zdrowe osoby, by ratować chorych”.

I na tę wypowiedź

Dostałam odpowiedź, żebym się nie odzywała, bo jestem mordercą

Ludzie nie słuchają wyjaśnień, że najpierw musi wystąpić śmierć pnia mózgu. Tak samo jak ze szczepionkami. Zaczynam coraz bardziej bać się dzieci, że któreś jest niezaszczepione. Ja teraz nie mam odporności na choroby. Jestem jak człowiek bez szczepień.

Jak to działa?

Leki na to wpływają, żebyśmy nie mieli odporności, inaczej układ immunologiczny by atakował nowe serce. Tego boi się najbardziej każdy przeszczepiony człowiek. Strach, że biopsja wyjdzie zła, będzie odrzut i będzie trzeba wprowadzić inne leki, ich ilość i leżeć w szpitalu. To chyba najgorsze, co może usłyszeć osoba przeszczepiona.

Jak wygląda biopsja serca?

Można ją wykonywać przez żyłę udową lub szyjną. Podaje się znieczulenie miejscowe, wprowadza koszulkę naczyniową i cewnik z zaostrzoną końcówką, którą pobiera się mikroskopowe wycinki, żeby stwierdzić czy serce się nie odrzuca.

Przez jaki czas występuje ryzyko odrzucenia serca?

Największe ryzyko jest do trzech miesięcy po przeszczepie i maleje do roku. Po tym czasie prawdopodobieństwo odrzutu jest małe, ale jest zawsze. Zawsze trzeba przyjmować leki o danych porach, w odpowiednich stężeniach. Co trzy miesiące trzeba pobrać krew i zrobić badania. Leki muszą być w normie cały czas. Zbyt wysokie dawki mogą uszkodzić narządy, a za niskie spowodować odrzut serca.

Jak się czujesz nosząc w sobie organ innego człowieka?

Staram się o tym nie myśleć, bo to już jest moje serce. Ono już jest zalane mną, moimi komórkami i krwią. Ono już jest moje. Początkowo próbowałam się doszukiwać drugiego dna, że może będę inaczej się czuła. Teraz zdarza mi się zapomnieć, że miałam przeszczep. Ostatnio u lekarza w trakcie wizyty przypomniało mi się, że zapomniałam powiedzieć, że miałam przeszczep. Zapomniałam, mam tyle na głowie, że zapomniałam.

Mam parę zmian w mózgu po niedotlenieniu i zdarza mi się popełnić gafę, albo kogoś nie pamiętam. Te skutki miały się cofnąć i w dużym stopniu cofnęły się. Czasami coś jeszcze odczuwam, ponieważ mam przez niedotlenienie blizny na mózgu a jego struktura już się nie odbuduje. Czasem wiem, ze coś wiedziałam, a nie pamiętam, co to jest. Na początku było to bardzo widać, a teraz jak ktoś mnie nie zna to nie widzi tego, więc mogę udawać całkiem zdrową.

 

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Zuzanna Bartoszek w obiektywie Tomasza Wirskiego. Zdjęcie nagich pleców, modelka patrzy w prawo. Ma pomalowane ustai chustkę na głowie. Jest naga. Zdjęcie do pasa, czarno-białe

Hello My Hero. Zuzanna Bartoszek: jest coś w ludziach, że uwielbiają głaskać łysą głowę

„To, że nie mamy cycka, to nie znaczy, że nie jesteśmy kobietami”. Alicja Czarnecka o życiu po raku

Cytologia – zwróć uwagę na to, czym masz pobierany materiał

Cukrzyca w ciąży – czego nie wiemy, czego się boimy?

Sałatka: sałata, burak, fiołek trójbarwny

Jadalne kwiaty, które mogą być trujące

Uczestniczki kampanii Rimmel #iwillnotbedeleted

Red Lipstick Monster, Rita Ora i Cara Delevingne w światowej kampanii przeciwko hejtowi

gołe kobiece nogi i kubek kawy

Pękające pięty, brzydki zapach stóp, grzybica i haluksy. Jak tego uniknąć?

Michał Figurski: moje życie z cukrzycą byłoby lepsze, gdybym od razu zajął się swoim zdrowiem, zamiast je lekceważyć

narzędzie do pomiaru poziomu cukru we krwi

HZ kontra mity #cukrzyca

bakteira New Delhi

Groźna bakteria New Delhi. Zamknięty oddział w Piotrkowie Trybunalskim

kubek herbaty trzymany w dłoniach

Herbata dobra na choroby serca

11 powodów, by zrezygnować z wieczornego drinka