Zdrowe emocje

Zazdrość to stan umysłu

Zazdrość to stan umysłu
Ilustracja: shutterstock

Dodaje pikanterii albo totalnie niszczy całe danie. Zazdrość ‒ szekspirowski zielonooki potwór, który harcuje w naszym mózgu. Czasem ma oczy otwarte, czasem zamknięte. A bywa, że chce nas pożreć żywcem. Sprawdź, co na niego działa.

‒ Nie chcę znosić tortury zazdrości. Zabiłem Virginię ‒ rzekł kucharz Dominik do Gioacchino Rossiniego, włoskiego kompozytora klasycyzmu. Na szczęście Dominik rzekł był to w sztuce Teatru TV „Grzechy starości”, a i jego cały wątek był fikcyjny, lecz ilu z nas choć raz nie paliła zazdrość? Psycholog ewolucyjny David Buss twierdzi, że prawie każdego. Jedni dzięki zazdrości wiedzą, że partnerowi nadal zależy, innym zazdrość niszczy związek. W obu przypadkach walutą jest miłość. Taka miłosna zazdrość określana jest mianem romantycznej. Trzeba przyznać, że Dominikowi trafiła się w najcięższym wydaniu. Gdyby zebrać różne opinie psychologów, wyszłoby na to, że zazdrość to subiektywna obawa przed utratą partnera. Wywołuje ją istnienie realnej lub domniemanej relacji między partnerem a obiektem trzecim, który to wydaje nam się od nas lepszy. Determinowana jest indywidualnymi przekonaniami oraz uwarunkowaniami kulturowymi. I tak Eskimosi z Grenlandii pożyczą swoją żonę gościowi, który u nich nocuje, podczas gdy w naszym kręgu kulturowym jest to zupełnie nie do pomyślenia. Jeśli warunki są niepewne i nieokreślone, rodzi się poczucie zagrożenia, a zaufanie blednie.

Zielonooki potwór

Szykujesz się na imprezę. Niby wszystko jest OK, masz dobry humor, wyglądasz super, a mimo to coś lekko zaciska szczęki, bo wiesz, że na tej imprezie będzie ktoś jeszcze – znajoma twojego partnera albo kumpel twojej dziewczyny. Wkurzasz się, zaczynasz burczeć i krytykować, choćby najwspanialszą działalność charytatywną tej osoby. Niby nie masz powodu, ufasz, znasz i szanujesz granice w swoim związku, a jednak coś jest nie tak. Coś cię dręczy. Ta osoba działa jak szpilka na twoje ego. Ma coś, co też chcesz mieć. Powód może być zupełnie błahy i nawet bardzo stereotypowy: kolorowe paznokcie przyjaciółki twojego partnera albo umiejętność rysowania kumpla twojej dziewczyny. Jeśli ta zazdrość jest delikatnym impulsem do działania, które po prostu nie pozwala na obojętność, to można ją tak zostawić. Biegnij po lakier do drogerii, a jutro zacznij w końcu rysować. Podpompujesz swoje ego i będzie OK. To jakby nabywanie cech podobnych do trzeciego obiektu. Z pozoru absurdalne: on/ona ma, to ja też chcę/muszę, ale jeśli czujemy ulgę i na tym temat się zamyka, to tutaj zazdrość jest jeszcze sprzymierzeńcem. Staje się naszym cichym motorem działania. Natomiast jeśli na tym się nie kończy, to prawdopodobnie pierwszy krok do żarliwej zazdrości masz już za sobą. Na rzeczy jest coś więcej niż przytoczone błahostki i prawdopodobnie cierpisz. Twój umysł już sobie nieźle pogrywa. Zamiast stawiać krok następny, zmień kierunek – idź w głąb siebie. Dowiedz się, dlaczego jesteś tak mocno zafiksowany na tych osobach.

Partner mojej koleżanki wynajął kiedyś pokój w mieszkaniu z dwiema dziewczynami. Zapytany o nie, powiedział: ‒ Dziewczyny, jak dziewczyny, zwyczajne. Kiedy zobaczyła je moja koleżanka, nogi się pod nią ugięły. Dla niej one były boginiami. Od razu poczuła się zagrożona. Zobaczyła w nich to, czego sama nie miała, a co uznała za atrybuty atrakcyjności, co więcej ‒ fundamentalne dla swojego partnera. Jej ogólne poczucie własnej wartości było nawet niezłe, ale uważała, że pewne detale szwankują. Automatycznie się z nimi porównała i choć samo porównywanie nie jest złe, bo robiąc to, ustalamy życiowe wartości, to ważne jest, co się dzieje z tym dalej. Tak jak tutaj ‒ zaniżenie własnej wartości tkwiło tylko w jej oczach. I nie jest to domena kobiet, dotyczy to także mężczyzn. W swojej niepewności tworzymy wizję świata naszej drugiej połówki, która tak naprawdę wynika z naszych przekonań, a nie z sądów partnera. Wówczas nie czujemy się atrakcyjni dla samych siebie ani dla partnera. Żyjemy we własnej fikcji. I za tym idzie silniejsza potrzeba bycia kochanym, co oznacza potrzebę ciągłych zapewnień o naszej wartości. A to już w psychologii (i w życiu) nazywa się zachłannością. Apogeum ma miejsce, gdy samoocena zazdrośnika uzależniona jest od humoru i oceny partnera. Bezpieczeństwo w związku jest wręcz namacalne ‒ istnieje wtedy, gdy partner jest dosłownie obok i na zazdrośnika nakierowuje swoją uwagę. Ale ten po cichu jak bluszcz oplata swoimi potrzebami, zagarnia prywatną przestrzeń i autonomię partnera. Bluszcz nie przyjmuje opcji, że partner może spędzać czas z kimś innym. Robi się coraz gorzej. Brak zaspokojenia potrzeb zazdrośnika przeradza się u niego w kontrolowanie ruchów partnera. Kiedy ogarnia go obsesyjna zazdrość, wówczas wszystkie radary i czujniki nakierowują się na relację partnera z obiektem trzecim. Zawiść i nienawiść to chyba podstawowe uczucia, jakie wówczas żywi zazdrośnik. A to może zagwarantować nawet rozpad związku. Powiało chłodem, ale nauka to trochę tłumaczy.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane Kroki do zdrowia

Przeżyj zdrowy tydzień

Długość trwania: 1 tydzień

najpopularniejsze artykuły

Powiązane artykuły

Foch mile widziany!

Podobno każda kobieta po prostu musi raz na jakiś czas „strzelić focha”. Ale nie każda wie, że foch jest...
Podobno każda kobieta po prostu musi raz na jakiś czas „strzelić focha”. Ale nie każda wie, że foch jest słabą bronią. Najzwyczajniej w świecie nie działa. Co gorsza, jego skutek bywa odwrotny do zamierzonego. Dlaczego?

4 pytania, na które lepiej nie odpowiadać szczerze

Oto pytania, które w prywatnych i towarzyskich rozmowach słyszeliście pewnie...
Oto pytania, które w prywatnych i towarzyskich rozmowach słyszeliście pewnie nie raz. Zwykle jest tak, że ci, którzy je zadają, wbrew pozorom wcale nie oczekują szczerej odpowiedzi. Bywa, że zadawanie tych pytań ma zupełnie inny cel niż dowiedzenie się, jak to naprawdę jest.

Zdrada – winne geny?

To, że ludzie zdradzają, jest oczywiste, wszak zostało już udowodnione, że człowiek to gatunek poligamiczny....
To, że ludzie zdradzają, jest oczywiste, wszak zostało już udowodnione, że człowiek to gatunek poligamiczny. Ale komu zdrada przychodzi łatwiej – kobietom czy mężczyznom? I czy – z genetycznego punktu widzenia – mamy coś na swoje usprawiedliwienie?

Pozytywna zazdrość

Sąsiad ma nowy samochód, koleżanka z pracy dostała awans, a kuzynka spędza wakacje do Australii. Gratulujemy,...
Sąsiad ma nowy samochód, koleżanka z pracy dostała awans, a kuzynka spędza wakacje do Australii. Gratulujemy, uśmiechamy się, a w środku aż nas ściska w żołądku z zazdrości. Zawiść nie musi być niczym złym, jeśli tylko można ją przekuć we własne powodzenie.
http://danabol-in.com

danabol-in.com

farm-pump-ua.com