Przejdź do treści

„Przychodzi baba do lekarza”, czyli cztery specyficzne typy pacjentek

Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
para leżąca w łóku, on ją całuje w czoło
Innowacyjne prezerwatywy zabezpieczą przed infekcjami
Agnieszka Hyży
Agnieszka Hyży: nie oszukujmy siebie i całego świata słodkimi historyjkami jak z reklamy o pięknym bobasku
Joanna Kurowska o żałobie i wsparciu terapeutycznym. „To żaden wstyd, gdy człowiek szuka pomocy”
Meghan Markle i książe Harry
Meghan Markle podróżuje samolotem. Nasz ekspert odpowiada, czy latanie jest bezpieczne dla ciąży?
Główny Inspektor Sanitarny: teorie przeciwników szczepień to szarlataneria

W gabinecie lekarskim – tak jak w życiu – liczy się pierwsze wrażenie. Tak jak my oceniamy specjalistów, tak i lekarze oceniają nas. W poniższym zestawieniu typów pacjentek nie chodzi o zdyskredytowanie czy ośmieszenie kogokolwiek. Chodzi raczej o punkt wyjścia do zastanowienia się: czy umiemy współdziałać z lekarzem, na ile pomagamy, a na ile przeszkadzamy w postawieniu prawidłowej diagnozy?

TYP I – Pacjentka, która zawsze wie wszystko najlepiej

Wiele z nas – nie tylko z racji wykształcenia medycznego czy okołomedycznego, ale po prostu z powodu zainteresowań lub potrzeby wynikającej z choroby swojej lub kogoś z bliskich – interesuje się tematyką zdrowia. Nie ma w tym nic złego, przeciwnie, to dobry trend, bo tylko dzięki wiedzy jesteśmy w stanie racjonalnie dbać o zdrowie swoje i swoich bliskich, świadomie stawiać na działania profilaktyczne i w porę wychwycić pierwsze objawy choroby. Wiedza pozwala nam też być partnerem w rozmowie z lekarzem – szczegółowo i fachowo opisać objawy, nie pomijać w czasie wywiadu lekarskiego tych, które innym wydają się nieistotne, drążyć, pytać, mówić o swoich wątpliwościach, nie dać się zbyć byle jaką odpowiedzią. Słowem: aktywnie uczestniczyć w leczeniu.

Co więc niebezpiecznego w takiej postawie?

Problem w tym, że godziny spędzane na forach medycznych czy na czytaniu artykułów na temat określonych chorób – bez odpowiedniej podbudowy w postaci wiedzy wyniesionej ze studiów medycznych – nie muszą przekładać się na trafność wysuwanych przez nas wniosków. Medycyna nie jest nauką ścisłą, która opiera się na wzorach jak matematyka, ale empiryczną, czyli opartą też na doświadczeniu. Owszem, lekarze stawiają diagnozę na podstawie tzw. standardów medycznych, które każą z objawów typu: „ból gardła + + podwyższona temperatura + osłabienie” wyciągnąć wniosek, że prawdopodobnie mamy do czynienia infekcją górnych dróg oddechowych, ale wiedzą też, że w skrajnym przypadku takie same symptomy mogą maskować np. nowotwór. Na proces postawienia diagnozy składa się bowiem nie tylko wiedza książkowa, ale też obserwacja pacjenta, dokładny wywiad medyczny, konsultacje u innych specjalistów, badania (czasem nie jedno, ale kilka), a następnie – co najważniejsze – umiejętność ich interpretacji. Ale przede wszystkim doświadczenie uzyskane w wyniku analizy setek przypadków, z którymi lekarz może spotkać się w czasie swojej praktyki. O ile więc godna pochwały jest „czujność”, np. onkologiczna, systematyczne wykonywanie badań profilaktycznych, o tyle samodzielne stawianie diagnozy (sobie lub innym) już nie. Niestosowna jest także wizyta u lekarza z gotowym planem działania: listą koniecznych do wykonania badań, wypisanymi możliwymi sposobami terapii, spisem leków, które by na pewno pomogły. Nie ma nic złego w tym, że zdobywamy wiedzę medyczną, że staramy się samodzielnie dbać o swoje zdrowie, ale nie kreujmy się na autorytety w dziedzinie, w której autorytetem nie jesteśmy.

TYP II – Pacjentka hipochondryczka

Osoba cierpiąca na hipochondrię najczęściej idzie do lekarza tylko po to, by usłyszeć to, co sama już wie: że dotknęła ją choroba ciężka, a być może dwie lub trzy jednocześnie, na co wskazuje mnogość i intensywność objawów, których doświadcza. Boli ją niemal wszystko i niemal cały czas. Najczęściej jeszcze przed zapisaniem się do specjalisty sama wie, jak nazywa się schorzenie, które ją dotknęło, jak się je leczy, jakie są rokowania, a do lekarza idzie tylko po to, by potwierdzić słuszność swojej diagnozy. Nie będzie „chemii” między nią a specjalistą, jeśli ma on odmienne zdanie na temat zgłaszanych objawów. Choćby cieszył się najlepszą renomą, jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie posądzony albo o brak wiedzy, albo intuicji, albo dobrej woli. Hipochondryk raczej nie przyjmie do wiadomości, że odczuwane przez niego dolegliwości mogą mieć podłoże psychiczne i są wynikiem stresu (medycyna nie podważa związku między stanem ducha a dolegliwościami ciała), a wymieniane objawy często mają dość typową przyczynę.

Dlaczego taka postawa utrudnia terapię?

Czujność w obserwowaniu niepokojących sygnałów, które wysyła ciało, jest ze wszech miar słuszna i zalecana. Źle się jednak dzieje, gdy to zainteresowanie przeradza się w codzienną obsesję tropienia wszelkich możliwych chorób, a jeszcze gorzej, gdy zamiast zaufać lekarzowi, dyskredytujemy jego wiedzę i samodzielnie stawiamy sobie diagnozę. Pamiętajmy też, że mnogość różnorodnych objawów somatycznych niekoniecznie musi oznaczać poważną chorobę. Może być reakcją organizmu na nadmiernie stresujący tryb życia albo… wskazywać na problemy z psychiką. Co wtedy pomoże? W lżejszych przypadkach – techniki relaksacyjne, w cięższych – leki przeciwlękowe i przeciwdepresyjne.

 

TYP III – Pacjentka oszukująca

Chodzi o to, czy pytane o objawy i styl życia mówimy lekarzowi prawdę. Dla skuteczności terapii wielce szkodliwe jest zarzekanie się, że łykamy systematycznie leki, gdy tymczasem nawet ich nie wykupiłyśmy, że palimy trzy papierosy tygodniowo, gdy nasz oddech i nalot na zębach wskazują, że wypalamy paczkę dziennie. Nieprzyznawanie się do regularnego picia wina czy piwa, mimo że lekarz podkreśla, że przepisuje leki, które wchodzą w niebezpieczne interakcje z alkoholem, albo nieprzestrzeganie zaleceń żywieniowych, gdy mamy zaleconą ścisłą dietę w przypadku cukrzycy czy zawyżonego poziomu cholesterolu, jest już po prostu igraniem w własnym zdrowiem. Istotna jest też uczciwa odpowiedź w temacie chorób występujących w rodzinie (nawet tych, które uznajemy za wstydliwe), przygodnych kontaktów seksualnych czy zażywania suplementów diety mających – przykładowo – wspomóc .

Czym grożą kłamstwa u lekarza?

Lekarz nie jest jasnowidzem, a medycyna to nie czary. Podstawę diagnozy stanowi badanie fizykalne (czyli obejrzenie i dotknięcie pacjenta) oraz wywiad, czyli to, co specjalista usłyszy od nas. I na odwrót – to, czego nie usłyszy. Na wizytę w gabinecie NFZ przewiduje średnio 15 minut, z czego znaczna część poświęcona ma być na biurokrację: wypełnianie karty pacjenta, wypisywanie skierowań i recept. Niekiedy nie ma czasu na pełną rozmowę, a co dopiero na tropienie kłamstw. Pamiętajmy: choćby lekarz przepisał nam najlepszy lek, ten nie zadziała, jeśli nie będziemy go systematycznie zażywać, a skierowanie na badanie profilaktyczne nie uchroni nas przed poważną chorobą przez sam fakt przyczepienia go na lodówce. Rada? Przede wszystkim zastanówmy się, czy jeśli już decydujemy się na pójście do lekarza, poświęcamy na to czas, siły, a często i pieniądze, chcemy wikłać się grę, której wynik jest dla nas z założenia niekorzystny. Oszukując lekarza, zachowujemy się jak dziecko, które cieszy się, że uniknęło kary za swój występek, a tak naprawdę odwlekamy rozwiązanie problemu, z którym przecież same do lekarza przyszłyśmy.

TYP IV – Pacjentka wstydliwa

Wstyd blokuje szczerą rozmowę z lekarzem. Oczywiście – niełatwo rozmawiać o tym, że zauważamy krwawienie po stosunku (jeszcze doktor pomyśli, że chodzi o jakieś seksualne ekscesy), że upławy mają brzydki zapach (może posądzi nas o brak higieny), że z niewiadomego powodu powiększył się nam obwód brzucha, że w rodzinie były przypadki chorób psychicznych, że pijemy za dużo alkoholu, co, jak nam się zdaje, jest oczywiście pod całkowitą kontrolą. Nie przejdzie nam przez usta, że nie mamy pieniędzy na wykupienie leków albo nie stać nas na prywatne wykonanie zleconych badań.

Co niebezpiecznego jest w takiej postawie?

O ile niektóre objawy są dla lekarza widoczne (np. wysypka, rana, podkrążone oczy) i słyszalne (kaszel, chrypka, spowolnione mówienie), o tyle o niektórych nie dowie się, jeśli mu o nich nie powiemy (np. o nieprzemijającym, choć niezbyt dotkliwym bólu w podbrzuszu). A wstyd? W tym przypadku – całkiem dosłownie – można z jego powodu umrzeć. Jeśli ukrywamy przed lekarzem istotne z punktu widzenia diagnostyki informacje, nie uciekniemy przed chorobą na długo. Pomyślmy: lekarz ma do czynienia z wszelkimi chorobami ciała. Opis żadnego objawu nie powinien go zbulwersować ani obrzydzić. Obowiązuje go też tajemnica lekarska, a nas chroni prawo ochrony danych osobowych, więc nic, co zostanie powiedziane w gabinecie, nie może wyjść na zewnątrz. Na koniec: brak środków na leczenie nie może być powodem do wstydu. Lek będzie zbyt drogi? To pytajmy o tańszy zamiennik. Badania mają być wykonane prywatnie? Powiedzmy o braku środków na ich przeprowadzenie i pytajmy o możliwość wykonania ich ramach ogólnopolskich lub lokalnych akcji profilaktycznych. Rozmawiajmy szczerze, a jakieś rozwiązanie na pewno się znajdzie.

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Jak się odchudzać, mając 30, 40, 50 i więcej lat?

Czy krem może zastąpić botoks?

Jak nie dać się grypie?

Jak odchudzają się kobiety, a jak mężczyźni?

Czy to coś poważnego?

Dopalacze – dlaczego są groźne?

Czy to już choroba?

Kłopotliwe zaburzenia snu

A ty, ile masz problemów na karku?

Letni problem z gardłem

Zaskakujące choroby, które mogą ci się przytrafić na urlopie

Udar cieplny – nie daj się upałom!