Przejdź do treści

Dlaczego nie warto narzekać

Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kasia Woźniak z ulotkami o szczepionkach
Szczepienia a ciąża. Kasia Wóźniak – Mama i stetoskop wyjaśnia, na co warto zaszczepić się w ciąży
Barbara Kurdej-Szatan
Czy borelioza jest przeciwwskazaniem do zajścia w ciążę?
Piosenkarz, Nick Jonas pozuje na ciemnym tle. Zdjęcie do ramion.
Nick Jonas o swojej cukrzycy. Co warto wiedzieć o tej chorobie?
matka trzyma na rękach dziecko chore na odrę
Odra we Wrocławiu. Do szpitala trafiło 14-miesięczne dziecko
Kwiat lotosu na wodzie
Poród lotosowy. Czym się różni od klasycznego? Co o nim mówi położna?

Jeśli zapytasz Brytyjczyka, jak się ma, najpewniej odpowie, że bardzo dobrze. Jeżeli to samo pytanie zadasz Polakowi, otworzy przewód doktorski na temat złej pogody. I chociaż czasem dobrze sobie ponarzekać, bo wtedy trochę lżej na duszy, to zbyt częste marudzenie może prowadzić do stanów lękowych, a nawet depresji.

Czym jest narzekanie? To dzielenie się ze światem tym, czego nam brakuje, zamiast tym, co zrobiliśmy, co już mamy i co możemy zrobić. Powody do narzekania znaleźć bardzo łatwo. Utyskujemy na pogodę (nieważne, czy , czy mróz), własną figurę, zdrowie i sąsiadów. Nawet na wakacje potrafimy narzekać, bo spędziliśmy je w trzygwiazdkowym hotelu, a w tym z czterema mogło być jeszcze fajniej…

Jakie są skutki narzekania?

O tym, jak narzekanie wpływa na mózg, powstały dziesiątki artykułów naukowych. – Okazuje się, że nasze neurony aktywnie się rozgałęziają, gdy głośno opowiadamy o czarnych scenariuszach, które mogą nas spotkać. Efekt jest taki, że z każdym kolejnym razem narzekanie przychodzi nam łatwiej. Według naukowców z Uniwersytetu Stanforda nadmiarowe marudzenie niszczy hipokamp, czyli część mózgu odpowiedzialną między innymi za inteligencję, pamięć i twórcze rozwiązywanie problemów – wymienia psycholog Tomasz Wojtoń. Ale to nie wszystko.

Im więcej narzekamy, tym bardziej narażeni jesteśmy na zespół lęku uogólnionego – ostrzegają specjaliści. – To lęk, który nie wiąże się z żadnym konkretnym strachem, nie jest odpowiedzią na żadne rzeczywiste zagrożenie. Jest za to najczęściej występującym zaburzeniem lękowym i dotyka nawet co dwudziestą osobę – tłumaczy terapeuta Adam Charchuta. – Ten lęk pojawia się wtedy, gdy zaczynamy się bać, że w nowym tygodniu spotka nas coś złego. Ale nie potrafimy zidentyfikować, co to tak naprawdę będzie. Coś w pracy, w życiu prywatnym, a może niebezpieczna sytuacja w trakcie kierowania samochodem? Nie wiadomo. Mamy tylko uporczywe, złe przeczucia – dodaje.

– Zdarza się, że tego typu obawy rodzą się już w dzieciństwie. Wyobraźmy sobie sytuację, w której kilkulatek po raz pierwszy idzie sam do szkoły. Słyszy od swoich troskliwych rodziców: „Musisz być ostrożny, uważaj na siebie, bądź czujny, cokolwiek robisz”. Dziecko odbiera ten komunikat, ale tak naprawdę nie wie, na co lub na kogo ma uważać. Czy na nieznajome osoby z cukierkami, a może na zaczepki starszych kolegów? Jedno jest pewne: coś złego wisi w powietrzu – mówi Tomasz Wojtoń.

Narzekanie może sprawić, że zaczniemy funkcjonować w poczuciu permanentnego zagrożenia. – Najczęściej nie ma powodów do niepokoju, wystarczy się uspokoić, wziąć głęboki oddech i po prostu na bieżąco reagować na to, co się dzieje – dodaje Tomasz Wojtoń. Ten rodzaj narzekania wiąże się z perfekcjonizmem. – Chcemy wykonywać wszystko idealnie, bez najmniejszych potknięć. Niestety, na ogół do ideału trochę nam brakuje. Takie zadręczanie się odbiera nam radość z tego, co robimy, i zaczyna nas frustrować – mówi psycholog.

Narzekanie prowadzi do wyjścia z roli

Jednym z głównych sygnałów ostrzegawczych świadczących o rozwijaniu się depresji jest wypadnięcie z roli społecznej. – Możemy czuć smutek, zniechęcenie lub mieć kłopot z zaśnięciem. To zdarza się każdemu. Ale jeżeli objawy depresyjne powodują, że przestajemy wypełniać rolę studenta, pracownika, ojca czy matki, to jest to sygnał alarmowy, że bezwzględnie powinniśmy poszukać pomocy u specjalisty – przekonuje profesor Marek Jarema, były konsultant krajowy do spraw psychiatrii. – Częste sprawia, że coraz słabiej koncentrujemy się na tym, co mamy, a zaczynamy skupiać się na tym, co chcielibyśmy mieć. Powoli zapominamy o obowiązkach i przyjemności, jaką można czerpać z ich wypełniania. Choćby z możliwości nauki, kreatywnego myślenia, sprawiania radości innym. W takiej sytuacji zagrożenie wypadnięcia z roli rośnie – ostrzega psycholog Tomasz Wojtoń.

Wpływ narzekania na psychikę można porównać do wpływu, jaki na oczy ma wpatrywanie się przez wiele godzin w płaską powierzchnię ekranu komputera lub telewizora. Wzrok się męczy z każdą kolejną godziną i coraz trudniej jest odczytać numer autobusu napisany małymi literami. Podobnie jest ze zdrowiem psychicznym. Narzekamy i z coraz większym trudem zauważamy powody do radości, aż całkowicie znikają z pola widzenia – Gdy nie czerpiemy przyjemności z sytuacji, które zwykle tę radość nam dają, to kolejny objaw depresji, który nazywamy anhedonią – mówi profesor Marek Jarema. – Istnieją pewne zachowania, które zwykle wzbudzają zaufanie i robią dobre wrażenie. To uśmiech, otwartość, patrzenie komuś prosto w oczy, mocny i serdeczny uścisk dłoni. To nie są cechy osoby narzekającej, bo taki człowiek jest skupiony na sobie i swoich troskach. Kłopoty komunikacyjne mogą doprowadzić do tego, że coraz trudniej będzie nam wypełnić rolę społeczną, a w końcu zniechęcą nas do niej – mówi psycholog.

Narzekanie niejedno ma imię

Narzekanie często łączy się z usprawiedliwianiem samego siebie. Spóźniłeś się przez korki i przez to, że to miasto jest okropne, zaliczyłeś jakąś porażkę w pracy, bo masz złośliwych kolegów, a w biurze panuje nieprzyjazna atmosfera. Im częściej stosujesz taką retorykę, tym łatwiej znaleźć kolejne argumenty. „Możesz narzekać albo możesz zarabiać pieniądze. Ale nie możesz robić i tego, i tego” – głosi jedno z motywujących haseł, które czasem wiesza się w biurach. Proste, prawda? To pokazuje, jak wiele energii pochłania narzekanie.

Czy to oznacza, że w ogóle nie należy narzekać? Jest też druga strona medalu. – polegające na przyznawaniu się do swoich negatywnych emocji, frustracji i zmartwień jest ważne – przekonuje Tomasz Wojtoń. – Dzięki temu jesteśmy bardziej wiarygodni. Bo nie udajemy ludzi, którzy są ponad problemami. Każdy ma w sobie troskę, mniejszy lub większy kompleks czy zwykłą złość. Warto mówić wprost i konkretnie o takich lękach i obawach, ale nie zadręczać się nimi, sprawiając, że będą one początkiem scenariusza z bardzo złym zakończeniem – ostrzega psycholog.

Co możemy zrobić? Najlepiej wychodzić z założenia, że nie wszystko ułoży się idealnie, że nie każdy dzień musi być szczęśliwy i pogodny, że nie jesteśmy komputerami, które nie popełniają błędów. Mając tę świadomość, bez zbędnego narzekania, przyjmy do przodu.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Elżbieta Lange, psychoterapeutka

„Jedzenie jest jak plaster na trudne emocje i jednocześnie jest najczęściej nadużywanym środkiem uspokajającym”

Dziewczyna siedząca na łóżku

Depresja dotyka 10 procent dorosłych w Polsce. Najnowsze badania CBOS

Facebook rozpozna depresję użytkownika?

Joanna Kurowska o żałobie i wsparciu terapeutycznym: to żaden wstyd, gdy człowiek szuka pomocy

dwie kobiety korzystające ze smartfonów

Diagnoza w kieszeni. Smartfon pomoże wykryć zaburzenia neurologiczne

Depresja – trzy czwarte Polaków się jej wstydzi. Na ratunek ruszyła kampania społeczna

Smutna kobieta siedzi na kanapie z pizza i ogląda telewizję.

Zdrowe odżywianie chroni mózg przed depresją

Natura antydepresyjna

Natura antydepresyjna

Jak zamykać sprawy?

Ile powinien trwać urlop?

Zerwij z „Czy zasłużyłem?”

Samotna dziewczyna na ławce

Depresja. Stan zapalny mózg