Przejdź do treści

Hipochondryk choruje naprawdę

Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Amy Schumer w czerwonej sukience pozuje na ściance
Amy Schumer w szpitalu. Aktorka cierpi na ciążowe dolegliwości
kobieta, mężczyzna, czwórka dzieci
„Matczyna emerytura” później niż zakładano
Kobieta w aptece rozmawia z farmaceutą
Szczepienia w aptekach? Co na to krajowy konsultant?
Kobieta trzyma w ręku e-papierosa
E-papierosy mają szkodliwy wpływ na układ oddechowy
Anja Rubik na spotkaniu z mediami
Anja Rubik popiera akcję #ThisIsNotConsent

Chorują na hipochondrię. Bolą ich brzuch, głowa, ale też kolano i szyja. Odczuwają poważne dolegliwości i choć wyniki badań nie potwierdzają żadnej choroby, nie możemy o nich powiedzieć, że to ludzie zdrowi.

Mówimy: „hipochondryk”, myślimy: „histeryk”. Nie traktujemy go poważnie, ponieważ – jak nam się wydaje – gdy nie ma realnych podstaw do niepokoju o stan zdrowia, to i nie ma problemu. A jak nie ma problemu, to nie może boleć. Hipochondryk jest więc lekceważony przez otoczenie, a jego objawy bywają bagatelizowane. Skoro są wymyślone, to po co sobie nimi zaprzątać głowę – zadaje sobie pytanie człowiek zdrowy. Od razu wyjaśnijmy: to nie jest tak, że hipochondryk świadomie udaje chorobę. On nie symuluje złego samopoczucia, bo dla niego ból jest realny, a jeszcze bardziej realny jest lęk przed zachorowaniem.

Nie do końca poznany problem

Nie wiadomo, ile osób cierpi na hipochondrię, bo niewielu chorych ma szansę na pozyskanie właściwej diagnozy i podjęcie odpowiedniego leczenia. Do tego hipochondrycy to dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej pacjenci kłopotliwi, a dla systemu NFZ – kosztowni. Domagają się ciągłej i jak najpełniejszej diagnostyki, proszą o skierowania na coraz bardziej inwazyjne badania, chcą odwiedzać specjalistów. Ale ponieważ dobre diagnozy i wyniki ich nie przekonują, sytuacja się powtarza, a spirala finansowa nakręca. Zdarza się więc, że lekarz, chcąc przerwać błędne koło wizyt i badań, przepisuje jakiś rodzaj suplementacji. Notabene: tym samym podtrzymuje iluzję istnienia choroby, niejako pomijając fakt, że pacjent naprawdę potrzebuje pomocy, tyle że nie internistycznej, ale psychiatrycznej lub psychologicznej.

Internet – tak czy nie?

Internet, jak żadne inne dotychczasowe medium informacyjne, daje narzędzie pozwalające na podsycanie wizji choroby. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać hasło „ból głowy”, by znaleźć tysiące stron z opisami różnych schorzeń łączących się z tym powszechnym objawem. Hipochondryk prędzej czy później zdiagnozuje u siebie każde z nich, zatem – z tego punktu widzenia – sieć czyni go jeszcze bardziej chorym. Z drugiej strony osoby cierpiące na to zaburzenie tworzą w internecie grupy wsparcia. Co prawda trudno w nich znaleźć rzetelne poradnictwo, ponieważ – po pierwsze – nikt nie doradzi hipochondrykowi gorzej niż drugi hipochondryk (nie zasugeruje leczenia prawdziwego schorzenia, a będzie namawiał na kolejne badania mające wykazać istnienie podejrzewanych chorób), a po drugie, każdy chory na hipochondrię jest skupiony na własnym cierpieniu i raczej nie ma sił, by pomagać innym. Jednak fora wspólnotowe dają członkom grupy pewną pociechę. Chorzy wiedzą, że nie są w swoich problemach odosobnieni.

Skąd to zaburzenie?

Zdaniem specjalistów hipochondryczne zaburzenia nerwicowe nie skupiają osób należących do jednej kategorii pacjentów. – Owszem, większość hipochondryków łączą depresja, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne lub fobie, ale przede wszystkim te zaburzenia mogą być z hipochondrią mylone, bo dają część podobnych objawów. Zaburzenia hipochondryczne rozwijają się na różnym podłożu i w różny sposób – mówi Ewa Stasiuk, psycholog. Na przykład część pacjentów, u których rozwinęła się hipochondria, miało rodziców podchodzących z dużym lękiem do dziecięcych chorób. Inni stracili kogoś bliskiego lub zaufanie do lekarzy, gdy postawiono im niegdyś mylną diagnozę i podjęto niewłaściwe leczenie, albo poważnie zachorowali w przeszłości. Wielu hipochondryków ma za sobą skomplikowane relacje z bliskimi lub w nich tkwi, mają niezaspokojone podstawowe potrzeby emocjonalne – bezpieczeństwa i akceptacji – i poprzez manifestowanie objawów choroby poszukują wsparcia bliskich i lekarzy.

Nie mogę – źle się czuję

Przez osoby postronne hipochondryk może być postrzegany jako egoista i leń, który wykorzystuje wymyśloną chorobę, by uniknąć obowiązków, trudnych sytuacji, wysiłku. Kiedy mówi: „Źle się czuję, boli mnie, nie dam rady”, otoczenie rozumie to jako: „Nie chce mi się”. Niewątpliwie jest tak, że choroba pozwala skupiać na sobie uwagę, a jednocześnie przenosić odpowiedzialność na otoczenie, w takim rozumieniu jest więc formą zachowania ucieczkowego. Trzeba jednak cały czas pamiętać, że hipochondryk nie symuluje świadomie, choć – paradoksalnie – lęk przed chorobą łatwiej mu unieść niż wizję zmierzenia się z problemami, które leżą u jego podłoża – brakiem miłości, akceptacji, poczucia bezpieczeństwa. Nowotwór można bowiem wykluczyć badaniami, zdiagnozowanie i uleczenie relacji z najbliższymi nie jest takie jednoznaczne w swoich wytycznych. Ponieważ podejmowane badania i wizyty u specjalistów wykluczają kolejne choroby, a prawdziwe dylematy nie zostają rozwiązane, hipochondryk projektuje kolejną chorobę, bo dzięki temu zaznacza swoje istnienie.

Jednak im bardziej osoba cierpiąca na nerwicowe zaburzenia hipochondryczne martwi się swoim zdrowiem, tym więcej przykrych objawów naprawdę odczuwa. Dzieje się tak, bo wiele dolegliwości – bóle głowy, brzucha czy kręgosłupa, senność, zaparcia, biegunki, duszności, spadek libido, wysypka, wypadanie włosów – to efekt długotrwałego stresu. Chory odczuwa je, ponieważ się zamartwia, a kiedy zaczyna je odczuwać, martwi się jeszcze bardziej, gdyż interpretuje je jako dowód na istnienie choroby, a nie skutek długotrwałego życia w napięciu.

Cienka granica

Troska o własne zdrowie czy chęć wykonywania badań profilaktycznych to prawidłowa postawa. Także słuchanie sygnałów płynących z organizmu jest cenną umiejętnością mogącą uratować życie. Pytanie: gdzie jest granica oddzielająca racjonalne dbanie o zdrowie od chorobliwego sprawdzania każdego objawu? Jak ją wyznaczyć? Czy comiesięczna wizyta u lekarza coraz to innej specjalności albo badania profilaktyczne wykonywane raz na pół roku to jeszcze dbanie o siebie czy już hipochondria?

Dla lekarzy sprawa jest dość prosta: kryterium odróżniającym osobę cierpiącą na nerwicowe zaburzenia hipochondryczne od człowieka dbającego o zdrowie jest lęk lub jego brak. Życiem hipochondryka rządzi strach o to, że jest chory. Zdrowy człowiek wie, że ludzie umierają na raka, mają zawały i udary i że istnieje prawdopodobieństwo, że któraś z tych sytuacji dotknie i jego, ale obawa przed nią nie paraliżuje jego życia i funkcjonowania społecznego. Człowiek dbający o zdrowie, obserwując u siebie niepokojący objaw, nie zakłada od razu, że umiera, tylko idzie do lekarza, by się przebadać i zasięgnąć rady profesjonalisty. Hipochondryk stawia sobie diagnozę sam i – na ogół – jest ona najgorsza z możliwych, a opinia specjalisty i prawidłowe wyniki badań nie są dla niego uspokajające. Zdaniem psychologów swobodny dostęp do wiedzy medycznej oraz badań diagnostycznych nie prowokuje wystąpienia zachowań hipochondrycznych. Aby popaść w chorobliwy niepokój o zdrowie, potrzebny jest jakiś brak, deficyt emocjonalny. Hipochondria zaczyna się od lęku, a ten może zostać wyzwolony przez różne czynniki.

Jak żyć z hipochondrykiem? Radzi psycholog Ewa Stasiuk

1. Nie dawajmy się nadmiernie wciągać w omawianie kolejnych objawów, nie wyszukujmy informacji o nowych terapiach i badaniach. Swoją uwagę, akceptację i serdeczność okazujmy szczególnie mocno w tych dziedzinach życia, które nie dotyczą chorób. Kierujmy rozmowy na tematy dotyczące życia i emocji. Nie bagatelizujmy złego samopoczucia chorego, ale nie koncentrujmy się tylko na nim.

Gdy widzimy, że bliski przestaje sobie radzić z normalnym funkcjonowaniem, starajmy się nakłonić go do wizyty u psychologa lub psychiatry. Wzmacniajmy w nim przekonanie, że poprawa samopoczucia i pozbycie się lęku są możliwe, ale nie przyjdą same. Najczęściej tego typu objawy leczy się farmakologicznie (u psychiatry) lub za pomocą terapii poznawczo-behawioralnej (u psychoterapeuty).

2. Jeżeli chory jest już pod opieką specjalisty, spróbujmy umówić się na spotkanie, aby uzyskać rady na temat własnego postępowania.

3. Jeśli chory z natury jest racjonalistą, sposobem na zredukowanie lęku może być wspólne przeanalizowanie statystyk. Okaże się wtedy, że prawdopodobieństwo zachorowania na określone choroby jest statystycznie mniejsze niż śmierci w wyniku wypadku samochodowego.

4. Hipochondria bliskiego nie powinna się stawać narzędziem manipulacji. Wymuszanie określonego zachowania przez powoływanie się na zły stan zdrowia nie jest w porządku. Czujemy, że stwierdzenie: „Jeśli pójdziesz sama do znajomych, to na pewno dostanę migotania przedsionków”, jest pewnego rodzaju emocjonalnym szantażem. Pytanie jednak, jak powinniśmy się zachować w takiej sytuacji. Zignorować takie stwierdzenie i… iść samemu? To nie takie proste. Wydaje się, że nie powinniśmy bezrefleksyjnie zostawiać osoby cierpiącej, bo hipochondria to lęk, a człowiek, który się boi, czuje się naprawdę bardzo źle. W takiej sytuacji można powiedzieć: „Dobrze, zostanę z tobą, ale pod warunkiem, że zgodzisz się na wizytę u psychologa/psychiatry”, albo: „Chodź ze mną, zadbam, żebyś czuł się bezpiecznie. Nie będziemy siedzieć długo”.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Jak się odchudzać, mając 30, 40, 50 i więcej lat?

„Przychodzi baba do lekarza”, czyli cztery specyficzne typy pacjentek

Czy krem może zastąpić botoks?

Jak nie dać się grypie?

Jak odchudzają się kobiety, a jak mężczyźni?

Czy to coś poważnego?

Dopalacze – dlaczego są groźne?

Czy to już choroba?

Kłopotliwe zaburzenia snu

A ty, ile masz problemów na karku?

Letni problem z gardłem

Zaskakujące choroby, które mogą ci się przytrafić na urlopie

https://danabol-in.com

виагра аналоги цена

таблетки виагра отзывы цены