Przejdź do treści

7 miejsc publicznych, gdzie jest najwięcej zarazków

7 miejsc publicznych, gdzie jest najwięcej zarazków
Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
mierzenie obwodu brzucha
RFM – nowy sposób pomiaru tkanki tłuszczowej
dwójka dzieci siedzi na tylnym siedzeniu samochodu
„Nie serwuj sobie choroby” – mocna kampania przeciw otyłości
Dwie dziewczyny palą papierosa i rozmawiają ze sobą
Palenie papierosów podczas brania leków. Czy to jest niebezpieczne?
Dziewczyna leżąca na kanapie
„Depresja. Rozumiesz – pomagasz”. Świetna kampania społeczna o depresji
ćwiczenia z resuscytacji noworodka
Bezpieczny Poród. W Warszawie otwarto Centrum Symulacji Położniczych

Miejsca publiczne, to skupiska najróżniejszych zarazków.  Oczywiście nie ma co wpadać w panikę, ale zdecydowanie warto zabezpieczyć się w antybakteryjne chusteczki wychodząc z domu. Poznaj miejsca, w których bakterii jest najwięcej.

Czy ktoś pamięta scenę, gdy dr House, myjąc ręce, zaczyna z dr Cuddy typową pyskówkę w toalecie? I kiedy jego przełożona spodziewa się, że dokończą ją w biurze, House informuje: „Myję ręce przed i po”, wyraźnie dając do zrozumienia, że to dopiero początek jego wizyty w tym przybytku. Nie trzeba być lekarzem, żeby bać się zarazków, i chociaż wszyscy z grubsza wiemy, gdzie można je spotkać, niektóre miejsca mogą być zaskakujące.

Oto czarna siódemka:

1. Biuro, a szczególnie…

Codziennie dotykasz ich tysiące razy! Klawiatura i mysz. Służą nie tylko do wprowadzania danych, magazynują również resztki posiłków, roztocza i przede wszystkim bakterie. Trudno zadbać o ich czystość, gdyż jak wiadomo, mycie klawiatury najczęściej kończy się jej wyrzuceniem. Naukowcy z Northwestern Memorial Hospital z Chicago przeprowadzili eksperyment, podczas którego skazili klawiatury komputerów odpornymi na szczepami bakterii, które najczęściej bytują w szpitalach. Przetrwały aż 24 godziny. Na szczęście zwykłe drobnoustroje ginęły już po godzinie. Wniosek: najgorsze, co możesz zrobić, to pisać posty na Facebooka ze szpitalnego komputera. Jest jeszcze jedno miejsce w biurze, którego zapewne nikt nie myje ‒ guziki w windzie i przy windach. Jeśli w jednej ręce trzymasz kanapkę kupioną w barku na dole, w drugiej papiery i wkładasz na chwilę kanapkę do ust, by nacisnąć guzik od windy, a potem znowu łapiesz kanapkę, masz jak w banku gratis do posiłku.

2. Restauracja, a najwięcej…

Wspaniałe menu, myślisz sobie, gdy w ulubionej restauracji przeglądasz listę dań. Zanim jednak sięgniesz ręką po starter, który podano w oczekiwaniu na posiłek, pamiętaj – menu przechodzi codziennie przez ręce tysięcy osób. I bardzo możliwe, że nigdy nie było myte, bo trudno wyprać np. kartki papieru. Dlatego po dokonaniu wyboru porządnie umyj dłonie, inaczej na deser, oprócz przepysznych owoców, dostaniesz porcję grzybów i bakterii.

3. Bankomat i nie tylko…

Czy ktoś kiedyś widział, żeby służby miejskie czyściły bankomat? Nie? My też nie widzieliśmy, a szkoda, bo klawiatura typowego ATM-u pokryta jest próbkami zarazków z całego świata dostarczonych przez potrzebujących gotówki klientów. Taki np. wirus grypy może przetrwać na banknocie nawet dwa tygodnie, dlatego przy następnej wypłacie może warto rozważyć wprowadzanie PIN-u za pomocą… długopisu. Sklepy i inne miejsca, w których płacisz kartą, to też nie najczystsze tereny. Dobra rada ‒ w kinie po kupieniu popcornu, a przed jego konsumpcją myj ręce. No, chyba że płaciłeś zbliżeniowo…

4. Supermarket, a konkretnie…

Jeśli wybierasz się do supermarketu na dużym głodzie i masz zamiar w czasie zakupów zjeść pół bagietki kupionej właśnie na śniadanie – gorąco odradzamy. Rączka koszyka to prawdziwa skarbnica danych dla epidemiologa. Oprócz blisko 11 milionów przeróżnych drobnoustrojów, nie tylko przenoszonych na dłoniach, można na niej znaleźć również zjadliwe mikroby bytujące w mięsie. Ponoć w niektórych sklepach można skorzystać ze specjalnych koszyków z antybakteryjną rączką. Mamy nadzieję, że nie jest to tylko chwyt reklamowy.

7 miejsc publicznych, gdzie jest najwięcej zarazków

5. Samolot ‒ co za dużo, to niezdrowo

Kilkugodzinna podróż w ciepłe kraje obejmuje nie tylko obowiązkowy kurs zachowania podczas awaryjnego lądowania, lecz także wizytę w toalecie. Klienci z całego świata i ciasnota sprawiają, że w tym ustronnym miejscu można zapoznać się z nierzucającym się w oczy pasażerem na gapę, znanym jako E. coli. Mało tego, według Journal of Environmental Health Research szansa na po powrocie z podróży jest 100 razy większa, niż gdybyśmy nie ruszali się z domu. Według naukowców z Uniwersytetu Floryda, aby zapobiec przykrym następstwom lotu, należy trzy razy dziennie pić zieloną herbatę. A przede wszystkim myć ręce, zwłaszcza jeśli dotykało się klamek w toalecie. Zresztą nie tylko w samolocie..

6. Stacja benzynowa ‒ tu lepiej nie jadać

W większości przypadków załoga stacji benzynowej serwuje hot dogi w jednorazowych, foliowych rękawiczkach. Zdarza się jednak, że te rękawice służą nie tylko do wydawania reszty, lecz także do podawania majonezu czy ketchupu. Szeroki repertuar bakterii można znaleźć nie tylko na kiełbaskach oblewanych sosami z plastikowych butli. Również uchwyty dystrybutorów paliwa, które trzymamy podczas tankowania, to istne laboratorium mikrobiologa. Hot dog i tankowanie bez mycia rąk to najgorsze połączenie.

7. Miejskie fontanny ‒ miejsca grozy

Zimą tego problemu nie ma, ale latem upały ciężko przetrwać bez chłodzenia się. Niestety, miejska fontanna nie jest najlepszym rozwiązaniem. Obieg zamknięty, wysoka temperatura, kąpiące się tam gołębie, które, jak wiadomo, do czyściochów nie należą. Sanepid w stołecznych fontannach co roku odkrywa prawdziwe skarby, m.in. bakterie salmonelli, coli typu fekalnego, a także sinicy. Nie wspominając o rozmaitych grzybach. I jajach zwierzęcych pasożytów. Radzimy omijać fontanny szerokim łukiem, a chłodzić się przy kurtynach wodnych lub samodzielnie wodą butelkowaną ze sklepu.

Nie zawsze trzeba jednak wychodzić z domu, podróżować czy stołować się na mieście, by natknąć się na niewidocznego wroga. Żeby spotkać się z zarazkami, wystarczy spojrzeć w dół. Na koniec przedstawiamy ostateczny, osobisty rezerwuar mikrobów, czyli…

Twój własny pępek

Mówi się, że przeciętny dorosły człowiek nosi ze sobą nadbagaż w postaci prawie 2 kilogramów bakterii. Mało tego, stosunek drobnoustrojów do komórek naszego ciała to 10:1. Nie wyglądamy jak człowiek przebrany za zarazek tylko dlatego, że mikroby są o wiele mniejsze od komórek, dzięki czemu stanowią ok. 2 proc. naszej masy ciała. Z drugiej strony najnowsze badania naukowców z Izraela i Kanady opublikowane w tygodniku „Nature” sugerują, że bakterii i komórek w ludzkim organizmie jest mniej więcej po równo, tj. ich stosunek to 1:1. Warto też wiedzieć, że w 2011 r. na uniwersytecie stanowym Karoliny Północnej w USA na grupie 95 uczestników przeprowadzono badania drobnoustrojów żyjących w ludzkich… pępkach. Odkryto blisko 1400 szczepów, z tego około 600 to zarazki nierozpoznane do tej pory! Być pępkiem świata – w świetle tych badań to dość przykre stwierdzenie.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Sposoby na wzdęcia

6 zaskakujących rzeczy powodujących wzdęcia

Stres a odporność – czego jeszcze nie wiemy o tym przedziwnym związku?

Jak sprzątać po chorobie?

5 sygnałów, że trzeba zbadać cukier we krwi

5 sygnałów, że należy zbadać cukier we krwi

Tarczyca. Co powinnaś o niej wiedzieć

Co twoje mieszkanie zdradza o tobie i o twoim zdrowiu?

5 zaskakujących przyczyn kłopotów ze snem

5 zaskakujących przyczyn kłopotów ze snem

Problemy miesiączkowe - kiedy organizm kobiety daje znak

Problemy miesiączkowe – kiedy organizm kobiety daje znak

10 rzeczy, które czyścisz źle, za rzadko lub wcale

Od chrapania cierpi serce

Jak działają antyoksydanty?

Za ciepło, za zimno… Skąd kłopoty z temperaturą ciała?