Marysia Dąbrowska, 12.18.2017

Bakalie – jak je wybierać i jeść na zdrowie?

Zdjęcie: shutterstock

Zamiennik słodyczy, przekąska idealna. Teraz, przed świętami, sięgniemy po nie jeszcze częściej i chętniej. I dobrze, bo w bakaliach drzemie ogromna moc. Trzeba tylko poznać instrukcję ich obsługi. Podpowiadamy, na co zwracać uwagę, kupując bakalie, i jak je jeść, by wycisnąć z nich wszystko, co najlepsze.

Zamiennik słodyczy, przekąska idealna. Teraz, przed świętami, sięgniemy po nie jeszcze częściej i chętniej. I dobrze, bo w bakaliach drzemie ogromna moc. Trzeba tylko poznać instrukcję ich obsługi. Podpowiadamy, na co zwracać uwagę, kupując bakalie, i jak je jeść, by wycisnąć z nich wszystko, co najlepsze.

Zdrowe odżywianie to hasło, z którym stykamy się dziś na każdym kroku. Bakalie idealnie wpisują się w ten trend, dlatego w sklepach mamy w czym wybierać. Od suszonych moreli czy rodzynek, przez daktyle, figi, aż po egzotyczne jagody goji czy orzechy makadamia. Świetnie smakują samodzielnie i jako dodatek do posiłków: śniadań, sałatek, ciast, mięs. W tym miejscu warto jednak zadać sobie pytanie: czy faktycznie można nimi tak bezkarnie wzbogacać swoje posiłki? Czy bakalie są dla wszystkich? Na co zwracać uwagę, wybierając je w sklepie?

Bakalie – dobre prawie na wszystko 

Wszystkie bakalie są warte naszej uwagi. Na opisanie zdrowotnych właściwości suszonych owoców może zabraknąć tu miejsca, a o dobroczynnym działaniu orzechów można pisać książki. Rodzynki regulują pracę tarczycy i zmniejszają uczucie zmęczenia. Naukowcy z Louisville Metabolic and Atherosclerosis Research Center dowiedli, że dzięki zawartości potasu trzy garści rodzynek dziennie regulują nadciśnienie. Ten sam potas obecny w suszonych morelach usuwa nadmiar wody z organizmu. Daktyle działają przeciwzapalnie dzięki zawartości salicylanów, które zachowują się jak naturalna aspiryna. Zapobiegają również miażdżycy. Suszone śliwki usprawniają pracę jelit i koją układ nerwowy. Jagody goji wyłapują wolne rodniki krążące w organizmie i podnoszą odporność. Natomiast pół garści orzechów (konkretnie 15 gramów) spożywane raz dziennie może w ogóle uratować życie. Ogłosili to w 2015 roku duńscy naukowcy, którzy przyjrzeli się wnioskom badania Netherlands Cohort Study prowadzonego od 1986 roku na 120 tysiącach osób. To m.in. zawarty w orzechach aminokwas arginina ułatwia przepływ krwi przez tkanki i odsuwa widmo chorób serca, miażdżycy, zawału czy udaru. Orzechy zawierają również tryptofan, który tworzy m.in. serotoninę, „hormon szczęścia”. Migdały mają mnóstwo witaminy E, czyli tzw. witaminy młodości. Pistacje zalecane są przy anemiach jako źródło żelaza. Po orzechy laskowe, z uwagi na wysoką zawartość kwasu foliowego powinny sięgać panie w ciąży. Orzechy włoskie obniżają poziom cukru we krwi. A to i tak tylko niektóre z dobroczynnych działań bakalii.  

Umiar zawsze wskazany 

Delektując się bakaliami, warto jednak zachować rozsądek. Bo są równie pyszne i zdrowe, co wysokokaloryczne. – Suszone owoce same w sobie zawierają naturalny cukier – fruktozę, która spożywana w nadmiarze może być przyczyną wielu schorzeń. Ponadto do niektórych bakalii, zwłaszcza daktyli, żurawiny czy rodzynek, dodawany jest cukier w postaci syropu glukozowo-fruktozowego, a także olej roślinny, co jeszcze podwyższa ich wartość kaloryczną. Chrupiąc orzechy lub podgryzając morele, nietrudno zjeść całe opakowanie. A to już 100 g, które może zawierać aż 600–700 kcal, czyli ¼ średniego dobowego zapotrzebowania energetycznego dorosłej osoby. Dlatego ze względu na sporą kaloryczność bakalii mała garstka w ciągu dnia będzie wystarczająca – mówi dietetyczka Ewa Owczarek-Kacprzak. Pamiętajmy jednak, że kalorie w bakaliach to cenne kalorie. Dostarczają nam białka i dobrych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Orzechy, choć składają się w ponad 40 proc. z tłuszczów, dodatkowo przyspieszają metabolizm. Badania wykazują wręcz, że dodanie ich do codziennego menu w formie jednorazowej przekąski nie tylko nie sprawi, że przytyjemy, a wręcz obniży ryzyko wzrostu masy ciała aż o 31 proc. To zasługa zawartego w nich błonnika, który szybko nas syci. I, co ciekawe, trudność ich rozgryzienia również sprawia, że spalamy część kalorii, które z nimi spożywamy. 

Liczy się skład! 

Poza cennymi składnikami w dostępnych w sklepach bakaliach możemy niestety trafić również na substancje mniej lub bardziej szkodliwe. Od zupełnie niepotrzebnego, ale wciąż dodatkowo dodawanego cukru, po konserwant w postaci dwutlenku siarki (E220). Dodawany do owoców powstrzymuje rozwój bakterii i grzybów i zapobiega ich brązowieniu. Równocześnie, niestety, drażni drogi oddechowe i zabija witaminy. Nie jest niezbędny w przemysłowej produkcji bakalii, dlatego warto kupować produkty, które nie mają go w składzie. Jest ich na szczęście coraz więcej. Jak je odróżnić? – Niesiarkowane bakalie można bardzo łatwo rozpoznać, gdyż są znacznie ciemniejsze i bardziej miękkie niż ich nafaszerowane konserwantami odpowiedniki, np. ekologiczne morele są brązowe i miękkie, a nie pomarańczowe i twarde. Mają także owocowy, słodki zapach, w przeciwieństwie do owoców zawierających konserwanty, które charakteryzują się kwaskowym zapachem – podkreśla Ewa Owczarek-Kacprzak.  

Jeśli nie mamy możliwości zakupu produktów niesiarkowanych, po prostu porządnie umyjmy je w bardzo ciepłej wodzie. Ten zabieg zminimalizuje obecność konserwantów na powierzchni. Uwaga też na bakalie, które w swoim składzie mają cukier. Ponieważ same są źródłem naturalnych cukrów prostych, ten dodatek jest kompletnie zbędny. Warto unikać też bakalii potraktowanych olejem palmowym. W teorii dba on o to, by owoce apetycznie wyglądały i nie sklejały się w transporcie, w praktyce tylko drażni jelita. Jeśli nie uda się znaleźć bakalii bez dodatku oleju, lepiej wybrać rzepakowy, słonecznikowy czy z nasion bawełny. Kolejne niespodzianki, niewidoczne dla nas gołym okiem, a odkryte w bakaliach przez badaczy to mole zbożowe, przędziorki, larwy, a nawet pleśń czy grzyby. Bez paniki jednak! Nie jest to zjawisko powszechne i są proste sposoby, żeby zakupione rodzynki czy morele jeść z czystym sumieniem. Przede wszystkim sięgajmy po produkty szczelnie opakowane. Będziemy mieli pełną informację o składzie, ewentualnych dodatkach i miejscu pochodzenia, a także gwarancję, że docierają do nas bakalie w stanie bardziej higienicznym niż te dostępne na wagę. Takie bowiem nie zawsze przechowywane są w odpowiednich warunkach, mają dostęp do przeróżnych zarazków i bakterii i rzadko poddawane są kontrolom. Szczególnie warto zainwestować w orzechy z dobrego źródła. Jeśli w wyniku zaniedbania dostanie się do nich pleśń, na orzechach rozwiną niewidoczne gołym okiem aflatoksyny, które mają działanie kancerogenne. Aby nasze bakalie jak najdłużej zachowały świeżość i cenne składniki odżywcze, warto przechować je w zacienionym miejscu w szklanym opakowaniu, a orzechy najlepiej w lodówce. 

Bakalie eko – warto czy nie? 

Czy warto podwójnie się ubezpieczyć i w sklepie wybierać bakalie nie tylko opakowane, ale też opatrzone ekocertyfikatem? Byłby to najlepszy wybór. – Jedynymi minusami bakalii ekologicznych jest ich krótki termin przydatności do spożycia i, niestety, wyższa cena – zauważa Ewa Owczarek-Kacprzak. Sytuacja komplikuje się w przypadku bakalii egzotycznych, uprawianych w rejonach, w których nie panują znane nam przepisy. Takim przykładem są jagody goji – prawdziwy hit ostatnich lat. Warto przyjrzeć się ich etykietom. Najczęściej znajdziemy tylko informację, że krajem pochodzenia są Chiny. Nie dostaniemy informacji, czym potraktowane zostały owoce, z jakiej dokładnie rośliny pochodzą, nie są podane żadne daty czy ostrzeżenia dotyczące zalecanego dziennego spożycia. Wynika to z tego, że na chińskie plantacje nie mają wstępu europejscy kontrolerzy jakości. Dlatego zwłaszcza w przypadku tego owocu dla własnego zdrowia warto sięgnąć po opakowanie z ekocertyfikatem i rzetelną, sprawdzoną informacją. 

левитра стоимость

http://medicaments-24.net

виагра 50